6. Frustracja
Pierwszy kryzys zaczął się już drugiego dnia i był również tym najbardziej banalnym w swojej naturze. Ćwiczenie medytacji okazało się być zajęciem przeraźliwie nudnym. Siedząc godzinami z zamkniętymi oczami nie doświadczałem żadnych mistycznych stanów ani ciekawych doznań, a w perspektywie czekało mnie tylko to. Byłem rozdrażniony i marudny. Bardzo szybko moja wewnętrzna narracja ułożyła się w ciąg pseudoracjonalnych zażaleń pod adresem założeń Vipassany. Byłem w zasadzie stuprocentowo przekonany, że popełniłem błąd tu przyjeżdżając, że zmarnowałem dwa tygodnie cennego czasu, który mógłbym przeznaczyć na fajne wakacje, że nie czeka tu na mnie nic ciekawego i w ogóle cała ta medytacja to nie tak powinna wyglądać. Nie wiem nawet, czy miałem jakąś wizję alternatywy, ale pewnie jawiło mi się to jako zbytnia oczywistość, abym jeszcze i o tym miał myśleć. Co prawda w tym wewnętrznym narzekactwie nie pojawiły mi się jeszcze pomysły na przedwczesny powrót, ale jestem pewny, że przygotowywałem sobie w ten sposób grunt pod taką decyzję.
Na szczęście nie trwało to zbyt długo i chyba jeszcze tego samego dnia wieczorem dotarła do mnie niesamowita rewelacja – drugiego dnia absolutnie nie mam podstaw, aby ocenić całość kursu i jego ewentualny wpływ na mnie! Ten banał odczułem jako dziwne uderzenie gdzieś z tyłu głowy. Jeszcze przed chwilą byłem w zasadzie pewny, że zmarnowałem swój czas i głęboko rozgoryczony swoim niewygodnym położeniem, a pewność tą opierałem na zupełnie nieracjonalnych pobudkach. Było mi po prostu ciężko i nieprzyjemnie i to wystarczyło aby wydać swój osąd. Co gorsza zupełnie w ten osąd uwierzyłem byleby tylko znaleźć jakąś podstawę do przedterminowej ucieczki, a przecież wiedziałem, że nie jadę tu na imprezę.
Bardzo dobitnie uświadomiło mi to zasłyszaną gdzieś sentencję (prawdopodobne, że na wykładach również była o tym mowa) nawołującą do nieutożsamiania się z własnymi myślami, które bardzo często potrafią wyprowadzać w błąd na podstawie nieświadomych, niskich motywacji. Będąc świadkiem swojego wewnętrznego dialogu wyraźnie dostrzegłem potrzebę wykształcenia zdrowego dystansu do przekonań, zwłaszcza jeżeli są one tworzone w złym stanie emocjonalnym. Myślę, że ta prawda stanowi sedno zdrowego podejścia do własnej osoby i życia ogólnie. Łatwo ją pojąć na poziomie intelektualnym, ale potrzeba naprawdę głębokiej uważności, aby wykorzystać ją w codziennej rzeczywistości, kiedy zalewa nas non stop fala rozmaitych dystrakcji. Jestem przekonany, że trening medytacji może to znacznie ułatwić.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
