W Pewnym Sensie

Vipassana: 10 dni wglądu

5. Atrakcja

W końcu słychać gong zwiastujący największą, najbardziej dojmującą i rozpalającą zmysły atrakcję, której regularnie będę wyczekiwał w trakcie trwania kursu – przerwę na jedzenie. Wychodzę i dołączam się do cichego pochodu zmierzającego ku jadalni. Wszyscy patrzą się gdzieś w przestrzeń bądź na własne buty, ale też od czasu do czasu nieśmiało zerkają na siebie nawzajem, gotowi na natychmiastowe odwrócenie wzroku, aby uniknąć interakcji. W takich warunkach inni uczestnicy kursu stają się wyjątkowo wdzięcznym obiektem obserwacji i rozmyśleń. Przy niedoborze bodźców wydawała mi się niesamowicie intrygująca kwestia tego, kto jakim może być człowiekiem i co kogo tutaj przywiodło. Szybko w swoich domniemaniach zacząłem zupełnie na wyrost określać ich cechy charakteru, wykształcać sympatię, a nawet nadawać indywidualne ksywki. Takie fantomowe relacje były jedynym dostępnym zamiennikiem autentycznych międzyludzkich interakcji i dawały przydające otuchy poczucie wspólnoty, mimo braku jakiejkolwiek wymiany.

W jadalni panowała niesamowita cisza zupełnie nieprzystająca do ilości osób, jaka się po niej kręciła. Ledwie szuranie, lekkie kroki i brzdęk sztućców. Wjechał bogato zastawiony szwedzki stół i z radością odkryłem, że jakość posiłków jest naprawdę wysoka. Było to dopiero śniadanie, ale już wybór dań był bardzo szeroki – dżemy, pasty do smarowania, owsianki, musli, dużo owoców, różne rodzaje pieczywa. Obiad podawany o 12 cechował się jeszcze większym rozmachem, a co najlepsze każdego dnia pojawiały się różne dania. Wszystko w wersjach stuprocentowo wegańskich, ale najeść można się było do syta i zawsze ze smakiem. Nie jestem co prawda pewny słuszności rozkładu posiłków, które tak naprawdę były w ciągu dnia tylko dwa – śniadanie o 8 i obiad o 12. Pod wieczór była jeszcze jedna przerwa w jadalni, ale nie kolacja, a ledwie herbata i owoc. Wystarczało to w zupełności, żeby nie kłaść się głodnym, ale perspektywa braku kolejnego posiłku sprawiała, że często nie mogłem oprzeć się obżeraniu na zapas w porze obiadowej. Cóż, w tej szarej, pozbawionej bodźców codzienności dobre jedzenie było naprawdę balsamem dla duszy i pragnąłem go całym sobą.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26


Opublikowano

w

przez