16. Epilog
Minęły już ponad dwa lata od mojego kursu Vipassany. Nie była to rewolucja w moim życiu, nie zostałem regularnie praktykującym buddystą, a już na pewno nie uwolniłem się od wszelkiego cierpienia. Medytować zdarza mi się rzadko, najczęściej robię to dużo krócej niż godzinę, a odstępy pomiędzy kolejnymi zrywami do praktyki potrafią być naprawdę długie. Nie podważa to jednak w mojej perspektywie sensu podjęcia tego kursu ponieważ już same odkrycia dotyczące funkcjonowania własnej psychiki, które wydarzyły się niejako „obok” medytacji, stanowią dla mnie olbrzymi skarb, którego nie zapomniałem i mam nadzieję, że nigdy nie zapomnę. Była to również niesamowita przygoda zupełnie odmienna od czegokolwiek, co w życiu doświadczyłem. Sama medytacja pozostaje w moim umyśle praktyką wartą wysiłku i potencjalnie niezwykle przydatną. Co prawda najczęściej nie starcza mi zaangażowania, konsekwencji i energii do podążania tą ścieżką, to przynajmniej mam wrażenie, że znam już niezbędne podstawy, wiem czego szukać i na co zwracać uwagę i za każdym kolejnym razem, kiedy poczuję gotowość do kolejnej próby, będę miał szansę na osiągnięcie w niej jakiejś nauki. Na przykład z okazji wzięcia się za pisanie tego artykułu podjąłem decyzję o powrocie do medytacji, chociażby po to, aby ożywić wspomnienia. Jak na razie udaje mi się kontynuować praktykę i chociaż nie zawsze wysiedzę pełną godzinę, to mam wrażenie, że mój dobrostan psychiczny na tym zyskuje, zwłaszcza w okresie epidemii, w którym ten artykuł powstaje. Czuję się obecny, świadomy siebie i swoich celów, „czystszy” na umyśle i bardziej skupiony. Oczywiście nie w stanie ciągłym, nie jest to panaceum, które od ręki uczyni kogokolwiek nadczłowiekiem, ale wniosek mam z tego wszystkiego taki, że w tym konkretnym przypadku próbować warto.
KONIEC
Vipassana: 10 dni wglądu
przez
