W Pewnym Sensie

Vipassana: 10 dni wglądu

Przyznam, że trochę mnie to na początku odrzuciło. Mam jakieś naleciałości pseudoracjonalnego sceptycyzmu pozostałe jeszcze z czasów mojego wojującego, gimnazjalnego ateizmu i tak duża dawka alternatywy „bez dowodów” wywołała odruchowe wycofanie. Tkwiłem tak chwilę w naburmuszeniu, co też zostało zauważone po jakimś moim lekkomyślnym komentarzu ze źle zakamuflowaną, cyniczną nutą. To tylko sprawiło, że nachmurzyłem się jeszcze bardziej i zamilkłem na jakiś czas. Na szczęście nie trwało to długo i szybko udało mi się ogarnąć moje wadliwe schematy. Doszedłem do wniosku, że znowu skreślam jakąś część rzeczywistości tylko po to, aby samemu poczuć się mądrzejszym, kiedy tak naprawdę niczego nie mogę być pewny, jeżeli chodzi o to, jak funkcjonuje świat. Oczywiście dużo rzeczy może mi się wydawać nierealistycznych, czy naiwnych, jeśli chodzi o alternatywną naukę, ale też część potencjalnie inspirujących rzeczy mogę nieopatrznie zupełnie odrzucić zanim nawet podejmę próbę zrozumienia tematu, co jest już przykrą stratą. Najgorsze jednak, że przez takie uprzedzenia mogą ucierpieć relacje z ludźmi, tylko dlatego, że wierzą w coś, co jest mi zbyt odległe przy pierwszym wrażeniu. Co mi do tego, w co wierzą, skoro przebijają się w tym dobre intencje i nie jest bezpośrednio szkodliwe? Kiedy to przed sobą przyznałem napięcie od razu mnie opuściło i postanowiłem wrócić uwagą do rozmowy, tym razem jednak z czystą ciekawością i otwartą głową. Dopytywać o szczegóły z intencją dowiedzenia się czegoś nowego, a nie po to, aby przyłapać drugą osobę na błędzie.

Pozytywne podejście zwróciło mi się, kiedy dziewczyna będąca drugą pasażerką zainteresowała się moją osobą i mogłem się wygadać trochę na swój temat. Dostałem wtedy zaskakującą i bardzo mądrą radę, która najwyraźniej mocno się odcisnęła w mojej świadomości skoro ciągle ją pamiętam. Opowiadałem o punkcie życia, w którym się aktualnie znajduję i doszedłem do swojego lęku w związku z nadchodzącą walką o znalezienie pracy w zawodzie. Koleżanka zwróciła mi uwagę na słowo „walka”, którego użyłem i opowiedziała o tym, jak to słowa kreują rzeczywistość, w której żyjemy. Mówimy słowami, myślimy słowami, rozumiemy słowami i jeśli te słowa będą niosły za sobą negatywną wartość, to niewątpliwie przeniknie ona do naszego życia i będzie kłodą, którą rzucamy sobie pod własne nogi. Tak więc, jeżeli myślę o szukaniu pracy, jak o „walce”, która mnie czeka, tak też zapewne się stanie, a przecież nie tego pragnę. Była to odświeżająca perspektywa, z którą ciężko mi się było nie zgodzić i mimo że totalna kontrola własnych myśli nie jest możliwa, to warto wyczulić uwagę na takie przejawy negatywizmu w rozumowaniu, zwłaszcza jeżeli ubieramy je w słowa i wypuszczamy na zewnątrz. Od tamtego momentu starałem się unikać demonizowania poszukiwania zatrudnienia i faktycznie, czas pokazał, że nie było żadnych powodów do obaw.

Reszta podróży minęła na swobodnych rozważaniach wszelkiej natury, od medytacji do sensu życia i boga, ale nie pomijając również bardziej przyziemnych spraw. Wziąłem od Marka kontakt i jeszcze raz miałem okazję go zobaczyć na jego uzdrawiającym koncercie na misach tybetańskich. Nie wiem, czy mnie z czegoś uleczył, ale na pewno był super przyjemnym i relaksującym doświadczeniem, które mogę polecić. Z Tczewa do Gdańska dojechałem już pociągiem wprost do mojej wytęsknionej rzeczywistości, gdzie czekała na mnie dziewczyna, znajomi i gazowy piecyk z nowiutkim czujnikiem czadu.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26


Opublikowano

w

przez