12. Trans
Po tej przeprawie przez kolejny zakręt własnej psychiki dnia dziewiątego czułem się jeszcze bardziej spełniony, jeszcze bliższy powrotu do życia i jeszcze mniej zdolny do praktyki Vipassany. Jedynym wyróżniającym się w tym dniu epizodem była sesja medytacyjna, podczas której postanowiłem z premedytacją nie podążać za uczoną nas techniką, a spróbować trochę innego rodzaju medytacji. Vipassana była w swojej naturze surowym, pozbawionym ozdobników treningiem uważności wymagającym jak największego skupienia, do którego nie czułem się już zdolny. Goyenka na początku kursu wielokrotnie tłumaczył, żeby przestrzegać jego instrukcji i nie mieszać, przynajmniej na czas kursu, techniki Vipassany z innymi, pochodzącymi z innych szkół medytacji, nawet jeżeli uważa się je za korzystne. Chodziło o czystość doświadczenia i naukę faktycznie tego, czego Goyenka chciał nauczyć. Jednak, jako że czułem, że wyniosłem z tego jednego kursu już tyle, ile byłem na ten czas w stanie wynieść, dla urozmaicenia tego przedostatniego dnia mogę spróbować innej techniki i wprowadzić się w trans. Byłem bardzo ciekawy porównania doznań. Trans ma olbrzymią tradycję w przeróżnych systemach mistycznych i techniki jego wywoływania często również są określane mianem medytacji. W najprostszym ujęciu do wejścia w stan transu potrzeba powtarzalnej czynności, która wykonywana przez pewien czas stopniowo wypełnia coraz szersze pokłady świadomości, prowadząc do odrealnienia perspektywy i najróżniejszych ciekawych efektów. Jednym z przykładów takich powtarzalnych czynności są mantry – charakterystyczne szczególnie dla hinduizmu i jego pochodnych zdania zawierające konkretne intencje przeznaczone do wielokrotnego powtarzania. Podobny mechanizm cechuje też katolickie odmawianie różańca, czy rytmiczne uderzanie w bęben przez indiańskich szamanów. Ja postanowiłem pozostać przy swoim oddechu i po prostu powtarzać w myślach synchroniczne „wdech – wydech”.
Efekty przyszły nadspodziewanie szybko i były zupełnie odmienne od dotychczasowej praktyki uważności. Dwa stale wybrzmiewające słowa jakby wypełniły sobą całą dostępną mentalną przestrzeń, percepcja uległa zawężeniu, świadomość zaczęła się rozpływać w szumie. Z zaskoczeniem zorientowałem się, że ciężko mi nawet na bieżąco śledzić, co się ze mną dzieje. Umysł wyraźnie poddawał się sile grawitacji powtarzanej mantry i wpadał w nią coraz mocniej. W pewnym momencie aż się trochę wystraszyłem i otworzyłem oczy przerywając nakręcający się trans. Byłem pod dużym wrażeniem, ale też nie czułem, aby to był odpowiedni moment na dalszą eksplorację tej techniki. Zwłaszcza, że zrobiłem to bez żadnej wiedzy, ani konkretnego zamiaru, więc jakiekolwiek doświadczenie by mnie nie czekało i tak trudno byłoby mi je zrozumieć i osadzić w odpowiednim kontekście. Możliwe jednak, że przy odpowiedniej intencji i mantrze efekt takiej zmiany świadomości mógłby być potężny i potencjalnie bardzo transformacyjny. Porównując ten początek transu z uważnościową praktyką Vipassany mogę stwierdzić, że Vipassana służyła możliwie dużemu powiększeniu mentalnej przestrzeni i wyostrzeniu świadomości niczym neutralnej „mocy”, którą potem możemy wykorzystać w dowolny sposób podług naszej woli. Trans z kolei wypełnia mentalną przestrzeń i skupia świadomość na tym, co trans wywołuje, zwiększając „moc” intencji np. mantry i czyniąc nas bardziej podatnymi na jej sugestię. Tak mi się na ten moment wydaje.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
Vipassana: 10 dni wglądu
przez
