W Pewnym Sensie

Vipassana: 10 dni wglądu

2. Izolacja

Najważniejsza jest zasada złotego milczenia. W trakcie trwania kursu w żadnym wypadku nie powinno się wchodzić w jakiekolwiek interakcje z innymi uczestnikami. Zawierają się w tym oczywiście rozmowy, ale i kontakt wzrokowy. Jedynym wyjątkiem są nauczyciele medytacji i opiekunowie techniczni, ale i tutaj jest położony nacisk na podejmowanie dialogu jedynie w ostateczności. Rezultatem jest to, że całe 10 dni wszyscy ludzie mijają się jak duchy ze wzrokiem błąkającym się w przestrzeni. Jest się więc dla siebie jedynym dostępnym rozmówcą, jedynym punktem odniesienia. Na wejściu do ośrodka odbierana jest komórka oraz obowiązuje zakaz posiadania książek, tabletów, zeszytów, długopisów, czegokolwiek, co pomogłoby nam uciec uwagą od samego siebie (nikt nam rzeczy co prawda przeszukiwać nie będzie, ale nastawianie się na łamanie przepisów już na wstępie zaprzecza całej idei brania udziału w kursie). Przez 10 dni możemy liczyć tylko na własne towarzystwo, przez co siłą rzeczy bardzo wyraźnie wyłaniają się zarówno dobre i ciemne strony własnej osobowości.

Wrażenie jest piorunujące. Wewnętrzny dialog huczy w głowie bez ustanku podpowiadając między innymi coraz to kolejne powody, żeby jednak przerwać kurs i czym prędzej wrócić do normalności. Zmaganie się z tym stanowiło dla mnie właśnie sedno całego kursu, bo pięknie uwidaczniało niestabilność własnego myślenia i sugestywny fałsz, który tak często się w nim pojawiał. Argumenty pojawiające się w głowie w jednej chwili wydawały się być kompletnie przekonywujące, aby po przetrwaniu kryzysu zmiana perspektywy ujawniła ich zupełną bezpodstawność. Bardzo wyraźna staje się wtedy prawda o potrzebie nieutożsamiania się z treścią swoich myśli.

W tych zmaganiach z własną naturą idealną pomocą jest właśnie praktyka medytacji, którą podejmujemy na kursie. Jednak najpierw Vipassana jawi się raczej jako główna przyczyna udręki ponieważ, jako jedyna treść mijających dni jest zadaniem wyjątkowo trudnym, wymagającym pokładów zaangażowania, a przy tym niesamowicie monotonnym. Dopiero po minięciu długiego czasu spędzonego na siedzeniu w miejscu i skupianiu się na doznaniach zaczęło się dla mnie stawać coraz jaśniejszym to, że źródło udręki bije we mnie samym, a warunki bytu których doświadczam jedynie oczyściły perspektywę z codziennych zagłuszaczy bólu istnienia.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26


Opublikowano

w

przez