W Pewnym Sensie

Vipassana: 10 dni wglądu

Wracając do techniki skanowania ciała polem uwagi, to standardowo szło mi to bardzo kiepsko. Wymagało ode mnie wiele skupienia, a zazwyczaj mogłem liczyć maksymalnie na doznania spontanicznego swędzenia różnych punktów na ciele, których percepcja nie miała nic wspólnego z uważnością. Po prostu pojawiał się świąd i była to dystrakcja, a nie kolejny stopień do prawdy, ale przynajmniej, jeśli świąd pojawiał się akurat w obrębie skanowanego obszaru, miałem jakikolwiek punkt zahaczenia. Poza tym był oczywiście ból w nogach związany z siedzeniem w siadzie skrzyżnym przez godzinę bez ruchu. Goyenka mówił, żeby akceptować te doznania i doświadczać ich z pełną uwagą, ale i tak nie mogłem się pozbyć oczekiwania „czegoś więcej”. Ale nie było nic. Dopiero właśnie siódmego dnia natrafiłem na dobry trop. Był on co prawda typowo intelektualny w swojej naturze, ale zdecydowanie pomógł mi w efektywnym pokierowaniu uwagi.

Podczas tych długich medytacyjnych sesji, jakkolwiek wygodnie bym się nie usadowił na jakiejkolwiek ilości miękkich poduch, to i tak regularnie zdarzały mi się odrętwienia w nogach. Ze względów zdrowotnych nie należało tego ignorować i czym prędzej zmienić pozycję tak, aby krew mogła z powrotem dotrzeć do poszkodowanej kończyny. Tak więc dość często doświadczałem w szczegółach stopniowej utraty czucia, a potem kłujących igiełek zwiastujących powrót krążenia. I nagle doszło do mnie, że jest jakaś fundamentalna różnica w tym, jak nie czuję swojej stopy, kiedy ulega ona całkowitemu odrętwieniu, a tym, kiedy nie wykrywam w niej żadnych doznań podczas skanowania uwagą. Zdrętwiałej stopy po prostu nie ma, znika ze świadomości, zmienia się w pustkę. W zdrowym stanie jak najbardziej zdaję sobie sprawę z tego, gdzie się znajduje, mimo że nie odbieram z jej strony żadnych szczególnych bodźców. Doszedłem do wniosku, że moje ciało ciągle rejestruje mnóstwo sygnałów dochodzących ze stopy, chociażby wynikających z krążenia krwi, które pobudza w niewielkim stopniu receptory czucia i dlatego wiem, że ta stopa istnieje. Tyle tylko, że te sygnały w postaci stałego szumu o niskim natężeniu są domyślnie zepchnięte do podświadomości, bo nie ma potrzeby, aby je ciągle sobie uświadamiać. Istnieje zjawisko w psychologii, które nazywa się „habituacja” i opisuje mechanizm stopniowego wypierania z pola uwagi monotonnych bodźców, aby te nie zabierały niepotrzebnie mocy obliczeniowej. To niezbędny mechanizm, ale przy okazji odcinający nas od olbrzymiej masy informacji płynącej ciągle z całego świata i z nas samych, które nie przekraczają odpowiedniego progu intensywności, a mimo to mogą nieść ze sobą bardzo interesujące lekcje. Z pomocą rozwiniętej uważności możemy z powrotem uzyskać dostęp do tego ukrytego pasma danych.

Wiedząc już czego szukam skupiłem się na swojej dłoni jak nigdy dotąd, starając się przeniknąć przez bariery przyzwyczajenia do jej „odczucia”. I faktycznie udało mi się. Powoli zaczęło wyłaniać się z niej lekkie mrowienie, być może właśnie krwi przepływającej przez kapilary. I było to zdecydowanie mrowienie innej natury niż te towarzyszące drętwieniu. Bardziej subtelne, przyjemniejsze, niosące za sobą jakieś nieuchwytne poczucie istoty. I to uczucie rozszerzało się i pogłębiało w miarę moich postępów dnia siódmego. W szczytowym momencie sprawność mojej uwagi była wręcz zaskakująca. Zacząłem od czubka głowy i po chwili uświadomiłem sobie w nim mrowienie. Pozostałem tam przez chwilę i ruszyłem na potylicę, gdzie stało się to samo. Dalej były skronie, policzki, nos, broda, w końcu objąłem uwagą całą twarz i wszędzie w niej wyraźnie tliła się ciepła wibracja procesów życiowych. Przez prawie cały czas trwania godzinnej sesji byłem w stanie skanować dowolny obszar mojego ciała i jak na zawołanie wyłaniała się z niego wyczuwalna energia. Byłem naprawdę pod wrażeniem, bo było to po raz pierwszy w życiu tak wyraźne i wyjątkowe doznanie wynikające z medytacji. Nie wyniosłem z tego żadnych głębokich, egzystencjalnych lekcji, ale sam fakt potwierdzającego „to działa” uczynił całość pobytu na kursie dużo jaskrawszym. Moja uwaga na ten krótki moment faktycznie weszła na wyższe obroty i wykryła coś, z czego jeszcze nigdy wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, a co musi mi towarzyszyć w każdej chwili. Dalej zajść mi się już nie udało, w końcu straciłem koncentrację i w kolejnych sesjach tego dnia docierałem już jedynie do namiastek tego stanu, ale kładłem się spać z uczuciem zdobycia czegoś cennego.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26


Opublikowano

w

przez