W Pewnym Sensie

Vipassana: 10 dni wglądu

10. Uważność

Dnia siódmego czułem się oczyszczony. Poprzedni kryzys tak mocno uderzył w fundament moich myśli, że te, jakby spokorniałe, odsunęły się na dalszy plan i nie zaznaczały mocno swojej obecności. Świadomość mogła w pełni skupić się na doznaniach płynących z medytacji, co doprowadziło do szczytu moich osiągnięć w tej dziedzinie. Szybciej niż zazwyczaj udało mi się osiągnąć stan wyciszenia i akceptacji. Spokojnie obserwowałem oddech i drobne muśnięcia powietrza na skórze zaraz pod dziurkami od nosa. Byłem tu i teraz bez żadnych oczekiwań i pragnień, nie zastanawiając się, ile już minęło czasu. Ciemność zagęściła się pod powiekami i stworzyła odrębną, nieokreśloną i nieograniczoną przestrzeń, w której i moje granice zaczęły się rozmywać i tracić na znaczeniu. Teraz zwróciłem uwagę ku czubkowi mojej głowy w poszukiwaniu tam doznań.

Technika Vipassany polegała na skanowaniu uwagą swojego ciała i docierania swoją świadomością do najsubtelniejszych doznań świadczących o jego istnieniu. W miarę postępów w umiejętnościach, rozszerzało się pole świadomości tak, aby objąć nim jak największą powierzchnię ciała jednocześnie. Na jeszcze kolejnym etapie zanurzało się uwagą w głąb. W teorii można było w ten sposób poznać swoją istotę na wskroś, drążyć głębiej i głębiej aż do fundamentów istnienia i znów na zewnątrz ku całości wszechświata. Była to droga do empirycznego zrozumienia natury rzeczywistości, odczucia jej w bezpośrednim doświadczeniu z naciskiem na najważniejszą charakterystykę – ciągłą zmienność.

Vipassana to droga ku zrozumieniu i pełnej akceptacji tego, że nic nie jest stałe, wszystko się zmienia i nic na to nie można poradzić. Dzięki temu można pokonać strach i opór przed stratą i w końcu zacząć żyć w prawdziwej wolności. Słysząc o tym w pierwszej kolejności można dojść do wniosku, że „wszystko przemija/ulega zmianie” nie jest jakimś szczególnie przełomowym odkryciem, a wręcz oczywistym banałem. Istnieje jednak olbrzymia różnica między zgodzeniem się z jakimś twierdzeniem na poziomie intelektualnym, a faktycznym zrozumieniem czegoś, co wymaga już bezpośredniego doświadczenia, które w tym przypadku może dać właśnie medytacja. Wydaje mi się, że istnieje wiele prostych, lecz ważnych prawd o życiu i często im są one prostsze, tym ważniejsze, ale jednocześnie paradoksalnie też coraz cięższe do pełnego, autentycznego zrozumienia i praktycznego przełożenia na własne życie.

Ekstremalnym tego przypadkiem jest kwestia śmierci, która czeka każdego i w teorii każdy doskonale zdaje sobie z tego sprawę, a jednocześnie nikt nigdy nie jest na nią do końca gotowy. Dlatego doświadczenia bliskości śmierci z jednej strony są zawsze traumatyzujące, ale z drugiej strony posiadają też olbrzymią moc transformacyjną, ponieważ wtedy człowiek dopiero zaczyna „rozumieć” tę fundamentalną właściwość życia, które musi przeminąć. Często dopiero wtedy zaczyna je naprawdę doceniać. Medytacja prawdopodobnie daje możliwość doświadczenia części takich objawień w bardziej kontrolowany sposób, bez ryzyka traumy, przy jednoczesnym przygotowaniu się na te najcięższe konfrontacje z przemijaniem, które nikogo nie ominą.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26


Opublikowano

w

przez