Rano byłem już pogodzony z tym, co trzeba zrobić, aczkolwiek poczucie wstydu i wyobrażenia moich kuriozalnych tłumaczeń tej sprawy skutecznie uniemożliwiały mi wyciszenie. Kiedy tylko pospiesznie zakończyłem śniadanie, zagryzłem zęby i zwróciłem się do opiekuna grupy z ważną sprawą. Szeptem wyłożyłem mu całą opowieść o moim piecyku gazowym i twardo zażądałem możliwości wykonania tego jednego telefonu, aby przekazać konieczność zakupienia czujnika czadu. Dałem jasno do zrozumienia, że bez tego mój udział w reszcie kursu zostanie zagrożony. Opiekun słuchał z pewną dozą niedowierzenia wymalowaną na twarzy (chociaż mogło mi się wydawać, nawet nie patrzył mi w oczy), ale zapewnił mnie, żebym się nie martwił i że na pewno znajdziemy jakieś rozwiązanie tej sytuacji. Obiecał, że przedstawi sprawę nauczycielowi i po obiedzie razem podejmiemy decyzję. Perspektywa opowiadania o piecyku starszej Niemce, którą jak dotąd widziałem tylko totalnie znieruchomiałą po parę godzin w pozycji kwiatu lotosu, nie ulżyła w poczuciu zażenowania, ale tryby zostały ruszone, pojawiło się zadowolenie z podjętego działania, a także powrócił spokój.
Dalej było już z górki. Kolejna medytacja przebiegła jak najlepiej i największą przeszkodą było poczucie ekscytacji pojawiające się wraz ze świadomością osiągnięcia pogłębionego stanu, które z tego stanu natychmiast wybijało. To pułapka zachłyśnięcia się doznaniem przyjemności i samozadowolenia, od którego trzeba zachować taki sam dystans, jak do doznań bolesnych, ponieważ nie one są celem samym w sobie. To kolejna bardzo ważna lekcja rozpościerająca się na resztę życia. Przyjemność jest nagrodą, którą trzeba przyjąć z wdzięcznością, ale nie jest sensem życia i utknięcie w samozadowoleniu i hedonizmie prędko staje się wielką przeszkodą na drodze rozwoju. To szczęście jest najwyższym stanem, ale osiąga się je na drodze spełnienia poprzez realizację autentycznych wartości, co absolutnie nie musi iść w parze z powierzchownym zadowoleniem zmysłów.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
