W Pewnym Sensie

Vipassana: 10 dni wglądu

7. Ignorancja

Trzeci dzień minął mi całkiem sprawnie po tej lekcji pokory. Zmobilizowałem w sobie dostępne pokłady zaangażowania i z pełną determinacją starałem się skupić na doznaniach. Jednak już wieczorem uderzył mnie kolejny, zupełnie niespodziewany problem. Kiedy siedziałem pogrążony w medytacji, wyciszony, osadzony w samym sobie, ciemność pod powiekami stawała się coraz głębsza i jakby otaczała mnie całego ciężkim całunem, w obszar percepcji nagle spłynął bardzo konkretny obraz. Najpierw mój gazowy piecyk dwufunkcyjny grzejący z dużą intensywnością zimne mieszkanie. Jest już bardzo stary, jeszcze po poprzednich właścicielach, głośny, często się rozregulowuje i już kilka miesięcy zalega z obowiązkowym corocznym przeglądem. Na razie mieszkanie stoi puste, ale już jutro wraca do niego moja dziewczyna, która była na służbowym wyjeździe. Potem przypominają mi się zasłyszane opowieści o zaczadzeniach w związku z wadliwymi instalacjami grzewczymi i oblewa mnie zimny pot. Nie mogę uwolnić się od przerażającej wizji i reszta medytacji (na szczęście ostatniej w ciągu dnia) ulega nieodwracalnemu zatraceniu.

No trudno. Mówię sobie stanowczo, że pomyślę o tym racjonalnie w pokoju i dystansuję się na czas wykładu, żeby cokolwiek z niego wynieść. Moja uwaga jest skierowana na zewnątrz, więc się to udaje, ale już leżąc w łóżku ciężko mi się uwolnić od lęku. Z jednej strony staram się zracjonalizować zagrożenie, mówiąc sobie, że prawdopodobieństwo usterki jest na pewno znikome i przecież nigdy z piecykiem się jeszcze nic nie stało i to na pewno taka głupia wkrętka wywołana nienaturalnymi warunkami. Z drugiej strony przecież wiem, że czasami takie rzeczy faktycznie się wydarzają i nigdy nikt się ich nie spodziewa, a skutki są fatalne. Argument z głupią wkrętką też jest bez sensu, bo to mnie w ogóle nie usprawiedliwia, że w innych warunkach dalej ignorowałbym fakt powinności wykonywania przeglądów instalacji gazowej. Zresztą prawda była taka, że już od dłuższego czasu zdarzało mi się o tym przypomnieć tylko zawsze odkładałem to na później i w efekcie zapominałem. Tak, mam duży problem z prokrastynacją. Przyznałem też sam przed sobą, że moje próby bagatelizowania sprawy wynikają ze zwyczajnego wstydu przed zgłoszeniem się do opiekuna grupy z taką sprawą. Potraktowałem to jako zasłużoną karę za zwlekanie i obiecałem sobie, że kolejnego dnia się tym zajmę. Wiedziałem też, że w przeciwnym wypadku nie udałoby mi się już znaleźć niezbędnego spokoju umysłu i medytacja straciła by sens.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26


Opublikowano

w

przez