W Pewnym Sensie

Spokój – wielki festiwal, wielka relacja

3 Spokój wielki 

Rok później tempo rozwoju festiwalu nie zwalniało. Całość wydłużyła się do trzech dni. Została też postawiona druga scena poświęcona setom djskim. Problematyczne okazało się jej położenie, bo stała plecy w plecy z dużą sceną, co doprowadziło do ciągłych przecieków dźwięku na niekorzyść sceny głównej. Kiedy granie było mocne nie stanowiło to problemu, ale jednak zdarzała się też muzyka spokojna na tym Spokoju i wtedy dobiegająca z krzaków basowa stopa w tempie 4na4 zmieniała wszystko w niezręczny techno remix.  

Ten rok był dla mnie szczególny przede wszystkim dlatego, że znowu miałem zaszczyt wystąpić na głównej scenie, tym razem z solowym projektem i w towarzystwie live bandu. Przypadł mi sam początek trzeciego dnia, więc przez dwa pierwsze nosiłem się z lekkim napięciem, ale nie przeszkadzało to w czerpaniu doświadczenia całymi garściami. 

Jedną z wielu nowości była postać  konferansjera, który otwierał festiwal piękną przemową i zapowiadał kolejnych artystów. W tej roli odnalazł się niezastąpiony Sebol Bejsbol, który od tamtego czasu został swoistą maskotką festiwalu. Jego nieskoordynowany potok słów i liczne żarty o kupie wprowadzały w wyjątkową mieszankę rozbawienia, konsternacji i zażenowania prowokując głębokie rozważania na temat sensu bycia pod sceną. Piękny performans. Powtórzył się między kolejnymi koncertami jeszcze może trzy razy, za każdym coraz bardziej pod wpływem, żeby w końcu ukazać się w pełnej krasie na własnym, solowym koncercie. Tam pytanie o sens bytu w końcu znalazło negatywną rezolucję i zmieszany udałem się na spacer (kawałki ok, ale koncert to pajacerka na playbacku). 

Co grało? Dużo i większości nie pamiętam i nie ma sensu, żebym grzebał w pamięci i lepił na siłę relacje ze wszystkich koncertów, na których tam byłem. Na pewno rapowo, po raz pierwszy na żywo, mogłem doświadczyć braci G, czyli Skrubola i Jupijeja. Było to dla mnie o tyle ciekawe, że Skrubola miałem okazję troszeczkę poznać od prywatnej strony i to zawsze wzbudza dodatkowe zaangażowanie w twórczość. Nigdy jakimś olbrzymim fanem nie byłem, więc z tym większym entuzjazmem odkryłem, że na scenie bracia emanują zajebistą, hip-hopową energią, którą bardzo skutecznie zarażają wszystkich pod sceną. Klasyczny vibe, chill i przewózka na bujających bitach. I doskonale się to komponuje z plenerową atmosferą Spokoju. 

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


Opublikowano

w

,

przez

Tagi: