W Pewnym Sensie

Spokój – wielki festiwal, wielka relacja

Tutaj może podzielę się małą plotą, która do mnie w międzyczasie dotarła, a której na ten moment nie mogę być pewny. Ponoć cała idea Spokój Festiwalu narodziła się w ten sposób, że miała to być po prostu jednorazowa impreza urodzinowa, której zapragnął dla siebie jej organizator – Jan Jezus Walter (w dalszym ciągu zwany po prostu Jezusem). Czy to prawda? Pewnie niedługo będę próbował się dowiedzieć, ale na ten moment niech to przypuszczenie trochę naświetla wyjątkowy charakter tego wydarzenia, którego kreatywnym fundamentem jest ów ekscentryczna i szalona persona, którą niewątpliwie jest Jezus. 

 Wydarzenie odbywa się na ziemiach należących do jego rodziny, która w całości jest zaangażowana w jego organizację. Trzyma on pieczę nad każdym aspektem tego chaosu, a największą uwagę przykłada do line-upu i realizacji dźwięku. Ta druga od zawsze stała na mega wysokim poziomie, nawet przy tak małej skali wydarzenia jak pierwsze dwie edycje i pochłaniała największą część budżetu. Odnośnie występujących artystów akurat mogę przywołać słowa samego Jezusa, który ostatnio mi wyznał, że w tej kwestii jest zupełnie totalitarny i nie dopuszcza nikogo poza sobą do wyboru tej eklektycznej mieszanki, którą co roku można podziwiać na coraz większej ilości scen. A więc jasno to świadczy o tym, że, mimo dobrej imprezy, która zawsze się tam rozkręca, najważniejsze pozostają walory muzyczne i to właśnie one świadczą o jakości tego wydarzenia. Za każdym razem była to dla mnie prawdziwa uczta i jednocześnie wielka niespodzianka, bo większość zajebistej muzyki, którą tam usłyszałem, była dla mnie zupełną nowinką. Gratuluję gustu Jezusie! 

Po rozłożeniu bazy wybraliśmy się pod główną scenę (wtedy jeszcze jedyną) trochę odsapnąć, wczuć się w klimat miejsca i zobaczyć na żywo zespół Kwiaty, którego gitarzystę dobrze znaliśmy. Było bardzo przyjemnie, ale jednocześnie trochę ciężko mi było sobie wyobrazić naszą muzykę w tym otoczeniu. Kwiaty grały swoje dosyć spokojne, dreampopowe kompozycje, na trawce przed sceną siedziały małe grupki kolorowych osób na przemian paląc jointy i głaszcząc biegające dookoła pieski. Zdarzały się rodziny z dziećmi. No pikniczek. A my mamy w to wejść z naszą piwniczną elektroniką i zacząć drzeć do mikrofonu hasła takie jak „pierdolę oficjalność”. 

DUŻA scena

Na spokojnie. Zanim zaczęliśmy zdążyło się ściemnić, uczestnicy festiwalu zdążyli się „rozgrzać”, czy to od dobrego klimatu, czy też od najróżniejszych specyfików, a dzieci poszły spać. Na scenie okazało się, że na pięć osób mamy jeden mikrofon, co wykluczyło wszelkie podbitki i zmusiło nas do niezręcznego wyrywania go sobie między zwrotkami. Trochę zaskoczenie, ale w sumie nie wymieniliśmy z Jezusem ani słowa przed przyjechaniem na Spokój na temat naszych potrzeb sprzętowych, więc sobie tylko byliśmy winni. Zresztą dodało to tylko do urokliwej surowości przedstawienia. Cała reszta technikaliów działała już bez zarzutu.  Zresztą nie było tego wiele, bo bity puszczaliśmy oczywiście w całości z komputera. Najważniejsza była jakość dźwięku zarówno pod sceną, jak i odsłuchu na scenie. Słyszeliśmy się mega klarownie. Dodać do tego, że publika w 60% składała się ze znajomych mordek i okazało się, że w sumie nie ma się czym stresować. Miejscami czułem się jakbym nawijał te rzeczy u siebie w pokoju na domówce. Godzina minęła momentalnie i nawet nie wykorzystaliśmy wszystkich przygotowanych kawałków, kiedy ktoś z organizacji musiał nam uprzejmie dać znać, że musimy kończyć. Nigdy nie zapomnę komentarza podsumowującego nasz koncert, który Jezus rzucił ze sceny na zakończenie. Brzmiał on mniej więcej tak: „Teraz już wiem, dlaczego Magik rzucił się z okna”. W ekscytacji i zmieszaniu opuściliśmy po tym scenę i poszliśmy świętować. 

Z pierwszego Spokoju kojarzę niestety tylko tyle. Pierwszy dzień był w mojej percepcji oczywiście zdominowany przez nasz koncert. Potem kojarzę jeszcze jakąś ostrą elektronikę późno w nocy. Drugiego dnia niestety musiałem się zawijać na urodziny przyjaciela, ale z silnym postanowieniem, że za rok nie ominę niczego. 

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18


Opublikowano

w

,

przez

Tagi: