W Pewnym Sensie

3Era Festival – Relacja

Z braku lepszych opcji skierowałem się do Drizzly, gdzie swój koncert zaliczał właśnie Abram Montana. Nie czekałem na niego, bo widziałem już na Spokoju. Było tam jak najbardziej w porządku, ale w tym roku jakoś zmęczyłem się całą ĆpajStajlową ekipą. Nowa płyta była poniekąd rozczarowaniem, a koncert w ramach trasy zaprezentował jakąś totalnie pogrążoną w chaosie i narkotycznym rozwydrzeniu wersję projektu, który zawsze mega ceniłem, ale tym razem zniesmaczony wyszedłem przed końcem (Kony wracaj!).  Przynajmniej w przeciwieństwie do Yung Adisza Abram się stara i jest posiadaczem jakiejś scenicznej charyzmy. 

Minutę po wejściu już żałowałem, że tak długo zajęło mi trafienie na ten koncert. Jakaś sceniczna charyzma to zdecydowanie niedopowiedzenie, bo Abram na większej scenie i sporym tłumie rośnie do olbrzymich rozmiarów. Prosty (a wręcz prostacki), chamski trap o waleniu wódy, jaraniu zioła i ruchaniu dziwek, ale podany tak dosadnie, tak mocno, że człowiek wiwatuje, jakby te wszystkie patologiczne treści miały zmienić świat na lepsze. Bez autotuna, bez playbacku, bez uciekania się do rozpaczliwego darcia mordy. Czysta przewózka gościa, który najwyraźniej doskonale wie, jak się wozić. Piękny performance, łzy wzruszenia. No i punkcik za pojechanie “pizdeczkom na playbacku”, co później wydało mi się o tyle zabawne, że zaraz po Abramie na scenę wkroczyło kolejne krakowskie zwierzę z Ćpajstajlowymi koneksjami – CrankAll i o ile mnie słuch nie mylił (a wytrzymałem bardzo krótko), to również ratował się podłożonym wokalem. Pocisnąć koledze najwyraźniej też czasami można. 

Po Abramie znowu chwila przestoju, niczego ciekawego nie stwierdzono, więc zwróciłem się w kierunku własnej fizyczności i sprawdziłem ofertę gastro. Te ceny w festiwalowym foodhallu to jakaś abstrakcja. Najbardziej rozbawiła mnie opcja na dwa tosty – takie najprostsze. Najgorszy biały chleb, plasterek sera i szynki – biedni studenci czynią z takich podstawę swojej egzystencji, a tutaj za jedyne 30 zł. Stwierdziłem, że większą satysfakcję osiągnę robiąc sobie spacer do najbliższej żabki na pysznego weggera za dyszkę. Trochę żałuję, że przez to nie zdążyłem rzucić okiem na Profeata, ale już za bardzo się wkręciłem w swoją misję i nie zauważyłem, że to już czas. Plus ktoś podjął mądrą decyzję o zabarykadowaniu najkrótszej drogi z terenu festiwalu do żabki, tak że trzeba było mocno nadrabiać. Ciekawe, czy to była decyzja osiedla, żeby mniej wstawionych imprezowiczów się na nie wlewało, czy decyzja całego imprezowego kompleksu, żeby zmusić ludzi do wydawania kroci w foodhallu.  

Udało się wrócić prosto na Ziomców, którzy niestety grali w tym samym czasie co WCK, a obie ekipy są warte sprawdzenia. Najpierw posiedziałem chwilę na tych drugich, bo wydają nowy album, więc byłem ciekawy. Mega szanuję tę ekipę za ich spójność i konsekwencję w byciu hip-hopem, aczkolwiek tak tradycjonalistyczne podejście do tematu nie jest do końca po linii z moim osobistym gustem. Do tego pod kątem samej techniki i flow podoba mi się może połowa składu. To czego nie mogę im odmówić, to autentyczna energia, z którą wchodzą na scenę, aby zarazić nią publikę. I to faktycznie działało. Jednak, jako że to Ziomcy prezentują “mojszą” stylistykę, to szybko zapuściłem się w głąb dusznego, przejaranego Drizzly Grizzly posłuchać ich dusznej, przejaranej psychozamuły.

No i niby to lubię, ale tym razem coś nie chwyciło i po kilku utworach poczułem tę zamułę w sposób mało przystający do festiwalowego flow. Do tego borykali się również z źle nagłośnionymi mikrofonami, jak JWP dzień wcześniej, co nakręcało FOMO pod tytułem “Może na innej scenie bawiłbym się lepiej?”. Więc wróciłem na WCK, które jednak zaraz się skończyło i to jakoś dziwnie, bo miałem wrażenie, że była jeszcze przestrzeń na bis, a publika nie ogarnęła, żeby tego bisa nakręcić i tak głucho się wszyscy rozeszli. Mi też nie starczyło energii, żeby krzyczeć o więcej, to pobiegłem z powrotem na Ziomców, ale zastałem pustą scenę. Jakoś bez sensu mi przeszły te dwa koncerty. Skończyły się szybciej niż myślałem i będąc na każdym żałowałem, że nie jestem akurat na tym drugim. Na szczęście wszystkie wątpliwości miały ulec rozwianiu, ponieważ już za moment… 

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


Opublikowano

w

przez

Tagi: