Strata
Zaryzykowałbym stwierdzenie, że lepszej płyty w polskim rapie w tym roku raczej już nie będzie. 2k88 jest pierdolonym mistrzem, który, jak rozumiem z różnych wywiadów, na spontanie, razem z dwoma weteranami sceny – Kosim i Hadesem, wyreżyserował projekt spełniony pod każdym względem. A wykonanie na żywo wynosi tę wartość na jeszcze kolejny poziom.
Miałem już okazję widzieć Stratę live całkiem niedawno w gdyńskim Drugim Domu, gdzie duszna atmosfera klubowej salki doskonale komponowała się z brudnym, ulicznym sznytem tego muzycznego przedsięwzięcia. Teraz w dużo obszerniejszym Drizzly Grizzly na gdańskiej stoczni odbiór wzbogacił się o jakąś mistyczną, tajemniczą wzniosłość. Kiedy w trakcie puszczonego pierwszego kawałka służącego jako intro, zza mgły zaczął wyłaniać się niewyraźny kształt Kosiego, zniekształcony przez wielką bluzę zarzuconą na głowę, czułem się, jakbym doświadczał wizyty obcych z kosmicznych przestworów. Potem rozpoczęło się bezlitośnie precyzyjne wypluwanie kolejnych wersów kreślących mroczny obraz wielkomiejskich bebechów ilustrowany potężnymi, basowymi podkładami.
W tym miejscu całej ekipie chciałbym przede wszystkim złożyć wyrazy uznania za stuprocentowy profesjonalizm, którego niestety tak często brakuje na rapowych wykonaniach. Doskonale zmiksowane bity, dobre nagłośnienie, dopasowana gra świateł, ale przede wszystkim raperzy dający sobie radę bez żadnych zapasowych wokali na twardo puszczonych w tle. Nie jest to prosty materiał do nawijania, bity często są połamane i pozbawione typowego, łatwego rusztowania perkusyjnego, zwrotki nie są równo rozłożone, teksty bywają skomplikowane. A jednak od początku (poza intrem) do końca zarówno Hades i Kosi dostarczają perfekcyjne wykonanie. Szacunek.
Wisienką na torcie w tym kontekście pozostaje ostatni kawałek “Subaru”, gdzie na w większości pozbawionym tradycyjnej perkusji, minimalistycznym bicie, Kosi w swojej drugiej zwrotce prezentuje długą wyliczankę przeróżnych skrótów i nazw własnych. Z poprzedniego koncertu i zabawnych uwag ze strony 88 wynika, że sprawiała ona szczególne problemy autorowi, który na dotychczasowych koncertach w tym jednym fragmencie posiłkował się tekstem na telefonie, aby zmniejszyć ryzyko wpadki na kulminacyjnym etapie koncertu. W Drugim Domu obiecał, że na 3Erze będzie już miał ją wyuczoną na pamięć, ale znowu zaczął się wykręcać i sięgać po telefon. Ostatecznie siła perswazji tłumu, który największy hałas zaprezentował właśnie w tej kwestii – nalegając na podjęcie wyzwania, dała efekt i telefon został odłożony. Dodało to jeszcze dodatkowego napięcia, kiedy maksymalnie skupiony Kosi zaczął swoją długą litanię, a wszyscy trzymali kciuki za jego powodzenie. Udało się! I chyba jeszcze cenniejszym doznaniem niż usłyszenie tego bengera na żywo był widok całej ekipy wykonawców autentycznie zajaranych swoją twórczością, a zwłaszcza Kosiego, cieszącego się jak dziecko z tak dobrego wykonania. Brawo!
2k88
Po stracie 88 rozpoczął solowego seta i nie mam tutaj chyba wiele do powiedzenia poza generalnym uznaniem najwyższej możliwej jakości i profesjonalizmu. Tym razem instrumentalnie i dużo spokojniej, ale równie potężnie. Materiał z solowego SHAME trudno określić szczególnie przebojowym, ale przy odpowiednim nastawieniu i adekwatnym nagłośnieniu potrafi zaprowadzić słuchacza do krainy pulsującego basem zapomnienia.
