W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

Nie było to zbyt komfortowe, więc kiedy tylko udało się jakoś dotrzeć za pierwszy rozstaj dróg dający poczucie pewnej separacji od schroniska, teraz już zupełnie zasłoniętego za zalesionym garbem stoku, stanąłem w stabilnym miejscu i wyłączyłem światło. Co za ulga! Zmysły zalała kojąca fala spokoju. Cisza, bezruch, wilgotne powietrze na twarzy i nieprzenikniony mrok. A jednak już po chwili oczy zaczęły się przyzwyczajać i mogłem dostrzec nikłe kontury oddzielające odrobinę jaśniejszą masę spochmurniałego nieba od zupełnie ciemnych zasłon lasu. Jedna z nich wyrastała jakieś 50 metrów przede mną prosto na ścieżce. Wlepiłem w nią wzrok i po chwili odkryłem, że jest w niej coś jeszcze. Niewielka plama bliżej ziemi, która znów jakby trochę jaśniała na tle nieprzeniknionego lasu.

W takiej ciemności dziwne rzeczy dzieją się ze wzrokiem, który rozpaczliwie stara się poskładać z tak ograniczonej informacji jakkolwiek przydatny obraz. Brak punktów odniesienia uniemożliwia jednak umiejscowienie tych strzępów w przestrzeni, brak konturów zastępuje kształty falującym gradientem, brak kolorów jest nadrabiany śnieżącym szumem. Umysł nie mogący uchwycić się konkretu sięga do wyobraźni próbując dopasować kontekst sytuacji do spostrzeganego fantomu. Najczęściej, w obliczu niewiedzy, zaczyna się obawiać. 

Postawiłem pierwszy, ostrożny krok do przodu z zaciekawieniem dotykając w swoim umyśle pierwotnego strachu przed duchami czającymi się w ciemnościach. Niezidentyfikowana plama mogła równie dobrze znajdować się 20 metrów przede mną jak i 2 metry. W odpowiedzi na te spostrzeżenie serce zabiło trochę szybciej, ale konsekwentnie postawiłem jeszcze jeden krok i jeszcze jeden. Obcowanie z lękiem przed nieznanym stało się interesującym eksperymentem, bo mogłem go wyraźnie odczuć w ciele, ale z drugiej strony byłem w stanie podtrzymywać eksplorację umysłowym dystansem. I nawet nie chodzi o to, że jestem sceptyczny, jeśli chodzi o istnienie duchów, to po prostu wychodzę z założenia, że jeśli takowe faktycznie zamieszkują różne przestrzenie, to przecież nie od razu muszą być groźne. Wystarczy te przestrzenie szanować i ich ezoteryczni mieszkańcy nie powinni mieć powodów do wrogości. Wymyślanie sobie jakiejś złowrogiej demonologii zakrawa dla mnie już bardziej jako objaw paranoi.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez