I tym razem zamówiłem placek po węgiersku, ale już nie z mięsem, ale, jakże adekwatnie, z grzybami! I wybór był to doskonały, bo smakował cudownie jednocześnie nie zakłócając moralnego przymierza z czującymi istotami. A tego nie chcemy robić, zwłaszcza pod wpływem potężnych enteogenów. Jakby w potwierdzeniu tej wibracji zjawiła się taka czująca istota, która przez resztę kolacji głośnym miauczeniem domagała się kawałków placka (chociaż pewnie akurat ona preferowałaby wersję z gulaszem).
Wsunąwszy wszystko pożegnałem się z futrzastym miauczycielem i ostrożnie ruszyłem do wyjścia. Z dużą uwagą przyglądałem się teraz poczuciu żołądka świadom, że zarzucona około 40 minut wcześniej partia łysiczek powinna się powoli przyjmować, ale z kolei na niej wylądowało pół kilo placków w sosie i nie byłem pewny jakie ta kombinacja da efekty. Było to jak energetyczne mrowienie przykryte tępą kaloryczną masą i miałem nadzieję, że jej nie wysadzi. Powolnym krokiem schodziłem pustym holem schroniska zauważając, że wibracje w brzuchu przenikają już po trochu na otoczenie delikatnie zmiękczając rysy drewnianych krawędzi, uwypuklając faktury oraz ujaskrawiając w pulsującym rytmie barwy. Dreszcz ekscytacji przebiegł mi przez czakry.
Otworzyłem ciężkie drzwi wyjściowe i na dobry początek moim oczom ukazała się przedziwaczna scena. Ciężkie zasłony wilgotnego mroku opadające na całą okolicę rozwierały się odrobinę na ledwo oświetloną scenę przedsionka schroniska, gdzie dwójka rowerzystów właśnie dosiadała swoich wehikułów, odpalała czołówki i ze zrywem opon ruszyła prosto między drzewa. Cała sytuacja trwała może 10 sekund, po których wszystko na powrót było ciche, ciemne i pogrążone w głębokim bezruchu. Przez chwilę zbierałem szczękę z podłogi zastanawiając się, czy to nie była jakaś halucynacja, ale potem przypomniałem sobie, że ludziom zdarza się robić szalone rzeczy dla rozrywki i pewnie nocna jazda rowerem po górach jest jedną z nich. Odważne skurczybyki. Samemu nigdy nie czułem pociągu do sportów chociaż zahaczających o jakąkolwiek ekstremalność. Wolę na spokojnie, w samotności najeść się samodzielnie nazbieranych psychoaktywnych grzybów i pokontemplować ciemny las.
Przed ciemnym lasem jednak na pewno najpierw chciałem poczuć, co się ze mną dzieje w bezpiecznych, intymnych warunkach. Wpełzłem więc do mojego poliestrowego kokonu rozbitego na skraju łąki i ległem w zupełnych ciemnościach na wznak.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
