8. Duchwlesie
Żucie grzybowej masy nie nastręczało żadnych problemów. Wyraźne ziemiste nuty przenikały się z aromatem deszczówki, jakiś kamyk co i rusz zazgrzytał między zębami, a wszystko to spajało w całość charakterystyczne grzybowe umami. Doznania kulinarne 6/10, a przecież nawet nie to było celem. Po przełknięciu całego farszu poczułem przestrzeń z jednej strony ekscytowaną oczekiwaniami i poczuciem, że „to się dzieje!”, z drugiej nagle zrelaksowaną świadomością wykonanej misji i tym, że pozostało już tylko czekać na nagrodę. Czas ładowania się takich rzeczy wynosi około godziny do poczucia pierwszych efektów, więc pozostało jeszcze zrobić coś z tym czasem.
Rozprężenie napięcia pozwoliło przedrzeć się do świadomości głośnemu burczeniu niosącemu się z żołądka. Deficyt kaloryczny po dniu spędzonym na zimnym polu musiał być znaczny, a 55 łysiczek tylko rozjuszyło oczekujące rekompensaty trzewia. Kierunek akcji został więc jasno wytyczony przez biologiczny imperatyw. Wypełzłem z namiotu i ruszyłem do budynku schroniska.
Na zewnątrz zdążył już zapaść zmrok gęsty od rozmywającej wszystkie kontury mgły. Ściany lasu i pojedyncze drzewa stopiły się w ciężkie do rozróżnienia, postrzępione kształty odcinające się od tła swoją pochłaniającą ciemnością. Lekka mżawka ciągle rosiła kolejnymi warstwami wilgoci cały ten pejzaż nieprzerwanie nadając mu ciężkości. W tym wszystkim żaden wiatr nie zakłócał jej cichego szumu.
Namiot miałem rozłożony za załomem, który zupełnie przysłaniał schronisko, więc dopiero po paru krokach jego bryła zajaśniała niczym latarnia na bezkresnym przestworze. Po wejściu do środka i zatrzaśnięciu za sobą ciężkich, drewnianych i skrzypiących drzwi zapadła głucha, sucha cisza. Panował tu kompletny spokój. Na ten moment nigdzie nie widziałem żywej duszy. Uśmiechnąłem się do siebie w zadowoleniu, bo uznałem to za bardzo sprzyjającą okoliczność. Jakoś rozochocone, gwarne tłumy, które z piwem w ręku zazwyczaj wypełniają takie miejsca, nie harmonizują mi zbytnio z psychodelicznymi wibracjami. Nie żebym miał zamiar tu spędzać więcej czasu niż konieczne, ale nawet zjedzenie ostatniego posiłku w ciszy było dla mnie miłym prezentem od rzeczywistości.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
