W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

Zwiesiłem markotnie głowę, zrobiłem kolejne parę kroków już jakby trochę w górę łąki, gdzie czekała ścieżka do schroniska, wtem czarny łepek zerknął na mnie z między traw. Zaskoczony zbliżyłem twarz do ziemi tak, że aż poczułem jej mokrą woń w nozdrzach, zamrugałem parę razy, aby wyostrzyć wizję i tak, charakterystyczny sutkowaty dziubek wieńczył maleńki kapelusik. Serce szybciej zabiło, kiedy wyrwałem tego małego dżentelmena z jego ojczystej kępy i dokonałem dalszych oględzin. Nie wyglądał apetycznie. Miał miękką nóżkę i pociemniały, postrzępiony kapelusz. Wyraźnie lata (lub raczej dni) swojej świetności miał już za sobą, ale fakt bycia łysiczką był niezaprzeczalny.

Mało to imponujący wynik jak na dwie godziny szukania. Prawdopodobnie taki grzybowy starzec nie posiadał w sobie już żadnej mocy, na której mi zależało, ale jego znalezienie potraktowałem jako znak, aby się nie poddawać. Zdecydowałem się jednak zmienić przynajmniej miejsce poszukiwań. Może energia ojca świętego nie jest tak bardzo kompatybilna z wibracją psylocybiny, jak się spodziewałem. Pozory mogą mylić.

Poszedłem więc jeszcze dalej i jeszcze niżej, aż w końcu znalazłem ostatnie, skrajne poletko otoczone z trzech stron ścianą lasu. Albo tutaj, albo nigdzie. Poletko ostatniej szansy. Tym bardziej, że całe nasiąknięte wodą otoczenie zaczęło już wyraźnie szarzeć od ubywającego światła. Padłem na kolana i łokcie, wściubiłem nos w kępę trawy i palcami zacząłem przeczesywać źdźbło za źdźbłem. Po 15 minutach lśniąca, beżowa kopułka, niewiele większa od główki dużej igły do szycia, błysnęła mi po oku. Straszne maleństwo, ale to było to. Z wielką ostrożnością rozsunąłem poszycie, aby dostać się do nóżki i powolutku zacząłem za nią ciągnąć do góry. Znowu się zaskoczyłem, bo nóżka okazała się być zadziwiająco długa w porównaniu do tego, czego spodziewałem się po pierwszym wrażeniu malutkiego grzybiego łebka – miała z 10 cm.

I tu zrozumiałem swój błąd poznawczy. Otóż grzybek w całości wyglądał dokładnie tak, jak kojarzyłem z różnych zdjęć z internetu, ale zawsze wyobrażałem sobie, że jak już mają takie długie nóżki, to sterczą na nich dosyć wyraźnie nad poziomem łąki, z której wyrastają. No, ale taka łąka to nie krótko przystrzyżone boisko, tylko skomplikowany ekosystem o gęstym podłożu, gdzie ciężko stwierdzić, gdzie dokładnie kończy się gleba, a gdzie zaczynają wyrastające z niej rośliny. Więc te długie nóżki są głęboko schowane w poplątanych odnogach łodyg i korzeni, ledwo wyściubiając swoje kapelusiki na światło dzienne. Nie jest to łatwe zadanie wytropić takiego grzybka, ale teraz już wiedziałem bardziej na co zwracać uwagę, oraz że w ogóle coś tutaj rośnie. Z odzyskanym zapałem dałem kolejnego, jeszcze głębszego nura w poszycie i wytężyłem wzrok do granic możliwości, przeczesując każdy centymetr w zasięgu palców.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez