W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

  Tutaj świadomość, że jestem już na ostatniej prostej zredukowała napięcie, ale tym samym uwydatniła kryjące się pod nim wyczerpanie. Zwolniłem kroku i przeniosłem uwagę na kojącą, głęboką zieleń porastającego strome zbocza lasu, który w ciemniejącym, wieczornym świetle tylko nabierał tajemniczości. Drzewa były tu naprawdę wysokie, korzenie splątane, a z ziemi co chwila wyłaniały się olbrzymie, omszałe skały. W tej niesamowitej, prastarej krainie nagle uwyraźniły się dziwne dźwięki, które już od jakiegoś czasu musiały prześlizgiwać się pod progiem mojej uważności. Teraz zaś robiły się coraz głośniejsze i bardziej natarczywe. Ze wszystkich stron dobiegało mnie porykiwanie, warczenie, stękanie i buczenie w najróżniejszych odmianach i gdybym wcześniej nie był zaznajomiony ze zjawiskiem jeleni na rykowisku, to mógłbym mieć problem z właściwą oceną rzeczywistości. Kto wie, może zacząłbym uciekać w panice będąc przekonanym, że zewsząd nadciąga legion wygłodniałych niedźwiedzi, albo innych potworów, bo tak mniej więcej brzmią te powabne jelonki starające się o względy samiczek.

            Ta osobliwa ścieżka dźwiękowa towarzyszyła mi niezmiennie aż do upragnionego schroniska, gdzie nie pozostało mi już nic innego, jak tylko spuchnąć w spokoju. Gdy tylko usadziłem się na pierwszą z brzegu ławkę, aby chociaż chwilkę odsapnąć przed załatwianiem jakichkolwiek formalności, momentalnie ogarnęło mnie wewnętrzne zimno i bolesność wszystkich możliwych członków. Poczułem się przytłoczony wielką, zacienioną salą, ilością ludzi i hałasem przez nich generowanym. Zmęczenie mnie uwrażliwiło i trzeba było czym prędzej się zadomowić, umyć i zjeść, aby nie dać się pochłonąć postępującemu rozdrażnieniu. Niestety na pierwszy ogień otrzymałem złą wiadomość o braku możliwości rozbicia się namiotem na terenie przylegającym do schroniska, więc musiałem wysupłać trochę nadmiarowego grosza na ciasne łóżko w jakimś zatęchłym pokoiku. Przynajmniej raz będę miał w nocy miękko pod plecami. Po wzięciu prysznica poczułem się już zdecydowanie lepiej, aczkolwiek żując w kącie głównej sali kolejną porcję placka po myśliwsku dopadła mnie jakaś smutna wibracja związana z poczuciem samotności, ale też rozdrażnieniem wynikającym z własnej niepewności. No bo zatęskniłem za międzyludzkimi interakcjami, ale właśnie dlatego, że miałem przed sobą całą salę wypełnioną socjalizującymi się podróżnikami i pewnie nie byłoby problemu, abym kupił sobie piwo i po prostu się do kogoś dosiadł. Nie znalazłem w sobie jednak potrzebnej do tego energii i w pochmurnym nastroju stwierdziłem, że najlepiej będzie po prostu jak najszybciej zakończyć ten dzień i porządnie wypocząć.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez