W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

5. Wgłąblesie

Kiedy w końcu wychynąłem nos z namiotu około 7 rano gwiazd już co prawda dawno nie było, ale widok i tak mnie wynagrodził. Piękna gra światła wschodzącego słońca rozświetlającego poszarpane chmury, spomiędzy których co chwila wyłaniały się pobliskie szczyty niczym na pokazie niebiańskich slajdów. Poruszony czym prędzej wystawiłem się ze swoimi przyrządami do robienia kawy na pobliską ławkę, aby nie uronić już ani sceny. Pośpiech okazał się być adekwatny, ponieważ bardzo szybko wszelkie, cieszące oko prześwity w chmurach ustąpiły gęstniejącej, jednolitej mgle, która spowiła swoim wilgotnym, zimnym całunem całą okolicę. W międzyczasie zdążyłem uraczyć swoje zaspane podniebienie ciepłym, gorzkawym płynem i już trochę rozbudzony spróbowałem przypomnieć sobie jakieś mistyczne sny.

Coś tam faktycznie się tej nocy działo, ale trochę zawiedziony znalazłem w nocnej treści jedynie jakieś poszatkowane, abstrakcyjne strzępy dotyczące korzystania z usług prostytutek. By domknąć założoną procedurę bez przekonania zapisałem te majaki w zeszycie, czym prędzej wyrzuciłem je z głowy i zabrałem się za składanie namiotu.

Jako że czułem się bardzo do przodu z trasą po wczorajszych 38 kilometrach, to pozwoliłem sobie jeszcze zasiąść na spokojnie w schroniskowej jadalni na kolejną kawę, aby w spokoju pokontemplować czekającą mnie trasę i może jeszcze doczekać przebudzenia układu pokarmowego wraz z gotowością do zrzucenia zbędnego balastu. Żal by było nie wykorzystać ogarniętej łazienki, póki jest dostępna. To się udało, ale przyglądając się mapie zaczął mi się w głowie klarować trochę niepokojący mnie wniosek. Z rogu mapy zaczęła na mnie łypać Babia Góra – najwyższy i najciekawszy szczyt na całej mojej trasie. Wciąż była daleko, ale jasne się stało, że dojdę do niej nazajutrz i tutaj pojawiał się dylemat. Wiedziałem od mamy, że Babia charakteryzuje się przede wszystkim olbrzymią popularnością wśród turystów oraz bardzo kapryśną pogodą, a wiedziałem ze sprawdzanych przed wyjazdem prognoz, że ta będzie się coraz bardziej pogarszać. Widok za oknem to potwierdzał. Dlatego najmądrzej byłoby wyruszyć na Babią najwcześniej, jak tylko się da, najlepiej prosto ze schroniska znajdującego się bezpośrednio pod nią. A to było oddalone od mojej obecnej pozycji o – uwaga, uwaga – 38 kilometrów.

            Przełknąłem głośno ślinę i spojrzałem ostrożnie na zegar, na którym dochodziła 9. Wczoraj o tej porze też wyruszałem ze schroniska, ale tak naprawdę zacząłem wcześniej o 7 na polanie w czyimś ogródku. Dzisiaj musiałbym powtórzyć wyczyn, który tak mnie przecież wyczerpał, tyle że w krótszym czasie. No nic, tę trasę tak czy inaczej musiałem pokonać, więc kwestia jest tylko tego, jak dobrze będę trzymał tempo. Mogłem sobie tylko wyrzucać, że nie zorientowałem się w realiach trasy przed pójściem spać i po prostu nie wyruszyłem wcześniej, aby nie musieć się martwić, czy w ogóle dam radę dotrzeć. Na szczęście mniej więcej w 2/3 trasy znajdowała się jeszcze studencka baza namiotowa „Głuchaczki”, więc gdybym się nie wyrabiał z czasem i energią, albo byłoby tam po prostu ładnie i chciałbym wyluzować, to było to dobre miejsce na biwak. Nie mniej w duchu stwierdziłem, że podejmę wyzwanie i spróbuję dojść do samego schroniska na Markowych Szczawinach.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez