W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

            Nażarłem się jak zły i z samozadowoleniem, półprzytomnie gapiłem się w ciemną przestrzeń za oknem. Nagle zorientowałem się, że przysypiam i konieczne jest przedsięwzięcie kolejnych kroków, jeżeli nie chcę spać brudny na ławce. Ubrałem się grubo, jak tylko mogłem, bo tak radykalnie zrelaksowane ciało nie byłoby w stanie zmobilizować się do samodzielnej walki z kąsającym chłodem, a musiałem przecież jeszcze rozbić namiot. Przestrzeni na dedykowanym polu namiotowym było sporo, ale trochę zaniepokoiły mnie rozsiane w jego centralnych punktach miejsca na ognisko, a słyszałem wcześniej w jadalni, jak grupa młodzieńców spijając kolejne butelki piwa mobilizowała się do rozpalenia ognia. To bardzo głupio moim zdaniem organizować miejsca na ogniska, dookoła których zazwyczaj toczy się impreza, zaraz obok miejsc, gdzie ludzie chcą spać. Mając to na uwadze rozbiłem się obok takiego już rozpalonego, gdzie siedziała spokojnie jakaś parka, licząc, że wesoła ekipa uda się rozpalać swoje własne w bardziej oddalonym punkcie. Nic z tego. Kiedy już wymościłem sobie wnętrze karimatą i śpiworem usłyszałem głosy pytające, czy mogą się dosiąść i drugie odpowiadające, że jak najbardziej, bo i tak zaraz się zwijają do spania. Stwierdziłem, że najpierw wezmę prysznic, a potem się do tego ustosunkuję.

            Po nocy spędzonej w autobusie i dwóch dniach marszu strumienie ciepłej wody spłukujące pozlepiany potem brud z ciała wydają się szczytowym osiągnięciem ludzkiej cywilizacji. Pod prysznicem spędzam nieprzyzwoicie dużo czasu, a kiedy w końcu wyłaniam się na zewnątrz jestem już zrelaksowany w stopniu ostatecznym. Co prawda zgodnie z przewidywaniami po powrocie do namiotu okazuje się, że pięć metrów od niego, przy ognisku, trwa już regularna impreza, ale rozwiązanie tego problemu już do mnie przyszło. Po prostu biorę swój namiot w rękę (jego malutkie rozmiary pozwalają na taki manewr) i wychodzę z nim poza desygnowany do biwakowania obszar niefortunnie poprzetykany miejscami na ogniska. Targam namiot na szczyt polany widokowej usianej ławeczkami, gdzie jestem nawet bliżej budynku schroniska i na tyle daleko od pola namiotowego, że nie dochodzą do mnie praktycznie żadne hałasy. Usatysfakcjonowany wślizgnąłem się w głąb puchatego śpiwora, spisałem jeszcze małe podsumowanie minionego dnia w dzienniku i zapadłem w sen.

            Bardzo często nocując w takim otoczeniu mam w sobie chęć przebudzenia się gdzieś w środku nocy i wyjścia, aby popodziwiać gwiazdy. Chyba tylko raz w życiu mi się to udało. Tym razem już chyba potraktowałem ten zamiar zupełnie symbolicznie, gdyż nawet nie nastawiłem budzika. Parę razy pewnie się w środku nocy i tak wybudzałem, może i pamiętając o potencjalnych gwiazdach rozświetlających nieboskłon, ale czymże są one wobec ciepła śpiworka? W półśnie odpowiedź była oczywista, więc tylko odwracałem się na drugi bok i wracałem w senne odmęty.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez