W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

            Przywitała mnie prosta drewniana chatka w gęstym lesie, przed którą paru pochylonych podróżników siorbało ciepłe płyny. Zasiadłem ciężko przy wolnym stoliku i trochę nieprzytomnie rozejrzałem się po okolicy. Nie było tu brzydko, ale też nie jakoś szczególnie ładnie. Ot, las z wydzielonymi ciasno przestrzeniami na parking, ewentualne namioty i taras ze stołami. Do środka samej chaty nie można było wejść w celu innym niż nocleg i zapewne niewiele więcej w środku było poza pokojami sypialnymi. Mój błędny wzrok powędrował ku drogowskazom, gdzie czerwony szlak wskazywał mi schronisko na hali Rysiance oddalone o kolejne 8 km i 2 h marszu. Stwierdziłem, że na tę chwilę jestem zbyt zmęczony, żeby nawet o tym myśleć. Najpierw trzeba coś zjeść.

Zapukałem do drzwi, otworzył mi ktoś z obsługi, ale niestety nie miał dobrych wieści – Stacja Słowianka nie posiadała żadnego baru, gdzie można by było zamówić jakiś ciepły posiłek. Był jedynie mały sklepik, gdzie w ofercie znajdowały się zupki chińskie i wrzątek. Zmarkotniałem i z pustymi rękoma wróciłem do swojego stolika, gdzie zabrałem się za kolejną kanapkę. Żując chleb analizowałem swoje położenie. Dopiero co minęła 16 i jeśli zdecyduję się tutaj zostać, będę się po prostu nudził i nawet nie urozmaicę sobie tego czasu dobrym jedzeniem lub ładnymi widokami, bo tych też brakowało – dookoła tylko drzewa. Wiedziałem, że ciemno robi się po 18, ale też obliczyłem, że poprzednie 8 kilometrów od końca Żabnicy do obecnego położenia udało się zrobić w nawet mniej niż te dwie godziny, które teraz przy tym samym kilometrażu miały mnie dzielić od kolejnego schroniska. Co prawda byłem już mocno zmęczony, ale znów na pierwszy plan wychyliła się ambicja i potrzeba jakichś osiągnięć.

Wyobraziłem sobie, jak wielką poczułbym satysfakcję, gdybym jednak dotarł jeszcze dzisiaj na Rysiankę – podwoiłbym zakładany dzienny dystans konieczny do wyrobienia się z całą wyprawą – zamiast 20 kilometrów zrobiłbym prawie 40, a to już coś (jak dla mnie). Miałbym więcej czasu kolejnego dnia na relaks, widoki też zapowiadały się lepsze, bo Rysianka znajdowała się dużo wyżej i nie pokrywały jej lasy. No i najważniejsze – nażarłbym się do syta ciepłą strawą. W opozycji wiążącej się z pozostaniem w Słowiance stał jedynie brak ryzyka zapadnięcia zmroku przed dotarciem do celu i totalnego wyczerpania fizycznego. Za to byłem pewny, że każdą kolejną godzinę przed zaśnięciem spędziłbym na zastanawianiu się, czy na pewno nie było warto spróbować. Tak więc decyzja była jasna i po przełknięciu ostatniego gryza czym prędzej ruszyłem dalej.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez