W Pewnym Sensie

OPOWIEŚĆ O FACECIE IDĄCYM PRZEZ LAS

            Tutaj miałem ochotę jedynie na zjedzenie czegoś ciepłego w jakimś ładnym, klimatycznym miejscu. Niestety po urokliwym wejściu w obręb miasteczka, szybko zrównałem się ze standardowym ruchem ulicznym i na prowadzenie wysunęła się chęć, aby po prostu czym prędzej zostawić Węgierską Górkę za sobą i wrócić między drzewa. Niestety miasteczko łatwo się nie poddawało i ciągnęło się niemiłosiernie przez wiele kilometrów, które musiałem żmudnie pokonywać wzdłuż asfaltowych dróg. Tutaj dopiero zaczynałem odczuwać coraz dotkliwiej zmęczenie i nawet biały KitKat z Żabki niewiele mi pomógł.

Na domiar złego, kiedy Węgierska Górka wreszcie dała się wyprzedzić, za zakrętem czekała już wieś Żabnica, która również nie zaskoczyła niczym ciekawym i była po prostu zbiorem najzwyczajniejszych domków porozstawianych po bokach jednej, długiej ulicy, którą człapałem bez entuzjazmu przynajmniej 40 minut. Niestety i upragnione zejście na właściwy szlak nie poprawiło mi nastroju, a wręcz poczułem lekki niepokój. Jakoś tak się spodziewałem, że czeka mnie jeszcze jakaś nastawiona na turystów karczma przy lesie, gdzie coś w końcu zjem i uzupełnię zapas wody, której zostało mi już tylko ¾ butelki, a tutaj zupełnie pusto. Po prostu nagle z asfaltu skręciłem na wąską, polną dróżkę pnącą się ostro pod górę i boleśnie dotarło do mojej świadomości, że nic więcej mnie już nie spotka aż do stacji turystycznej, gdzie planowałem nocować. A do tej zostało mi jeszcze kolejne 8 kilometrów, gdzie nawet na jakieś widoki nie było co liczyć.

To nie Węgierska Górka

Brak pozytywnych bodźców potęgował zmęczenie, do tego musiałem przystopować z piciem wody, a ssący brzuch tylko burknął markotnie na dostarczoną mu kolejną zimną kanapkę z serem, którymi się już trochę znudził. Cóż, mogłem sobie marudzić do woli, ale i tak nie było do roboty nic innego niż konsekwentnie przeć naprzód, więc parłem, a w końcu i z tego parcia udało mi się wyłuskać dla siebie odrobinę satysfakcji.

  Starałem się poruszać najszybciej, jak tylko mogłem, wręcz mechanicznie wyrzucając swoje nogi możliwie najdalej do przodu. Utrzymywanie takiego tempa było oczywiście męczące, ale jednak czułem, że zapas mojej sprawności nie jest jakoś szczególnie zagrożony i z wyczerpania w najbliższym czasie raczej nie padnę. Zauważając to poczułem spory przypływ dumy i zadowolenia swoją fizyczną kondycją. Wydałem się sobie silny i sprawiło mi to dużą przyjemność. Może to trochę próżne, ale myślę, że zdrowo jest się doceniać, jeżeli jest to adekwatne do okoliczności. Zwłaszcza w moim aktualnym położeniu mi się to przydało, bo jak już zauważyłem, jaki jestem silny i sprawny, to nabrałem ochoty, aby udowodnić to sobie ponad wszelką wątpliwość. Czyli po prostu nie zwalniać pod żadnym pozorem. Dzięki temu, napędzany samozadowoleniem, znalazłem się u celu tak szybko, że aż sam siebie zaskoczyłem.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36


Opublikowano

w

przez