W Pewnym Sensie

Gangozum Epilogum 

Minęły ponad dwa tygodnie od tamtej nocy i przyznam się, że moje uczucia są dosyć mieszane z różnych względów. Generalnie na pierwszym miejscu jak najbardziej jest zadowolenie. Jak by nie było udało się dużymi nakładami sił i zaparcia domknąć projekt zgodnie z oryginalnymi założeniami. I autentycznie podoba mi się ten projekt i czułem sporo spełnienia po tym, jak udało się zagrać ten koncert. Reszta festiwalu Spokoju była wspaniałą celebracją tego faktu i pięknie się tam bawiłem. Wątpliwości przychodzą z faktu pośpiesznej natury całego przedsięwzięcia oraz grupowej dynamiki tego projektu.  

Wszystko było robione na złamanie karku naszymi amatorskimi metodami. Potrzeba było dużo spięcia, żeby mieć szansę to domknąć. Niestety przez to proces regularnie przestawał być przyjemną, ekipkową zabawą w muzykę, a zmieniał się w zwykłą pracę z widmem rychłego deadline’u, gdzie trzeba było się nawzajem popędzać, a to nie każdemu pasowało. Ostatecznie, niby z niezależnych powodów, ale możliwe, że przez ogólne wyczerpanie wynikające właśnie z pracy nad tym projektem, połowę składu dopadł Covid na samej mecie i przez to nie mogli uczestniczyć ani w zakończeniu projektu, ani w Spokojowej celebracji tego faktu. I to było autentycznie przykre i również zabierało dużo z poczucia spełnienia.

Następnie po powrocie przyszedł czas na podsumowywania i również pojawiły się wątpliwości, co do mojego sposobu pracy nad tym projektem i naciskania na jego dokończenie w takim terminie. Bity były kończone na szybko, wokale były nagrywane czym prędzej, miks był robiony na wczoraj, a na mastering w ogóle zabrakło czasu (nie licząc mojej koślawej próby zrobienia tego na szybko, przez co premiera na spotify ulega kolejnym przesunięciom, bo trzeba wracać do pierwotnych wersji). No i wiadomo, że mogłoby być lepiej, ale z drugiej strony zawsze mogłoby być gorzej, a miałem dosyć uzasadnione obawy, że po przesunięciu premiery, do kolejnego terminu już nie dotrzemy. 

Teraz kurz już opadł. Co było to przegadania, to przegadane zostało, atmosfera się oczyściła, można planować w przód. Raczej pewne jest, że projekt MetaGængu będzie musiał swoje odleżakować, oby nie na wieczność. No ale to stworzy kolejne przestrzenie do innych projektów, od których już roi mi się w głowie. Podsumowując – misja zakończona, lekcje wyciągnięte. Tylko mam kurde olbrzymią nadzieję, że uda się jeszcze zagrać to na żywo w pełnym składzie, bo co jak co, ale najlepsze wrażenie te kawałki robią pod sceną. Elo! 

PS. Gangoza już niebawem okaże swoje pełne oblicze. Gotujcie się! 

Strony: 1 2 3 4 5 6


Opublikowano

w

,

przez

Tagi: