W Pewnym Sensie

Gangozum Epilogum 

Spokój Festiwal 2022 – cudowne to było wydarzenie. Trzy dni absolutnej mieszanki muzycznej – modern jazz, patorapy, black metal i wiele innych. Wszystko okraszone neohipisowskim sosem absolutnego chilloutu i wolności, doprawionego szczyptą skejciarskich wygibasów na nowo postawionym half-pipie. No i pierwszego dnia MetaGæng wystąpił na premierowym koncercie. 

Ale z mojej perspektywy zaczęło się na ostrej spinie i trzeba cofnąć się parę miesięcy wstecz, aby ją zrozumieć. W marcu dostałem zaproszenie od Jana Jesusa Waltera – organizatora Spokoju, który wyraził chęć, abym zagrał wraz z MetaGængiem na tegorocznej edycji. Bardzo chętnie, ale w zasadzie to nie mieliśmy żadnego świeżego materiału do zagrania, a ze starociami to już trochę głupio. No ale, że takiego zaproszenia odrzucić się nie dało, to podjęta została jedyna słuszna decyzja, aby ten nowy materiał po prostu stworzyć. Dokładniejsze kulisy tego procesu przedstawiłem w poprzednim artykule, więc teraz skupię się już tylko na ostatniej prostej. 

Na cztery dni przed naszym czwartkowym występem główne prace produkcyjne nad materiałem zostały zamknięte, ale wciąż brakowało miksu.  Na szczęście jeden z naszych gangusów dobrze zna pewnego profesjonalistę, który w ramach przysługi zgodził się zrobić to w jeden do dwóch dni. Nawet nie starałem się rozkminiać jakim cudem to będzie możliwe, tylko siedziałem do 7 rano w poniedziałek ostatecznie przygotowując do wysłania wszystkie ścieżki. Wieczorem pierwsza minipróba u mnie w piwnicy, a doszedł jedynie miks pierwszego utworu i to w dosyć dudniącej od basu wersji. Starałem sam siebie do tego przekonać, ale zasypiałem pełen obaw.

We wtorek mieliśmy ustawioną próbę generalną w kinie u naszego gangusa WooCasha, ale trzeba było czekać aż ostatni seans się skończy, czyli prawie do 23. Cały dzień stresówa, czy Bohun zdąży z tym miksem, ale nie było, jak wpłynąć na ten proces, więc tylko łaziłem w kółko czekając na noc. O 22 zaczęły się pojawiać – jeden po drugim. Wow! Super! Ale odsłuchuję je i coś jest nie tak. Wzbudzają niepokój, dudnią, mnóstwo dźwięków jest przesterowanych i przesyconych. Nie ma czasu na refleksję, bo w kinie już czekają.

Jedziemy, słuchając kolejnych kawałków pierdzących w samochodowych głośnikach. Na miejscu ziomale – zestresowani, ale zmobilizowani. Plus dwie koleżanki robiące za publikę. Współczuję im tego show. Gdy w końcu udało się wszystko podpiąć, coś rypie się z ekranem i nie możemy puścić wizualizacji przygotowanych przez niezastąpioną Agatę Kościołowską. Nie jest to jednak priorytetem ponieważ tego samego dnia (dwa dni przed festiwalem) organizator napisał mi, że nie są w stanie zamontować projektora na nowej scenie, więc praca Agaty na marne. Dobra, doszły wszystkie miksy wraz z instrumentalami – puszczamy. Wszystko zaczyna buczeć, dudnić i pierdzieć. Ała! Zaczynamy nawijać. Każdy mikrofon łapie sprzężenia, wszystko piszczy. Dj WooCash kręci pokrętłami, ale to nic nie daje. Oszołomione gangusy zapominają tekstów. Masakra. 

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6


Opublikowano

w

,

przez

Tagi: