- Tymos Theos LP cinematic universe.
Nadszedł grudzień i na swoje urodziny w końcu udało mi się sprezentować samemu sobie kompletny mastering wszystkich 15 kawałków na płycie. Wielka misja zakończona – Tymos Theos LP gotowe. Dziwne to było uczucie – niby wiedziałem, że fajerwerków nie będzie, ale jednak coś zaskakującego było w ciszy tego dokonania. Nie chodzi mi tutaj jeszcze o odbiór płytki, bo ta wciąż nie miała wtedy swojej premiery, tylko o jakieś wewnętrzne poczucie. W końcu wraz z zamknięciem tracklisty nie nastąpiła we mnie żadna zmiana. Ot, coś się skończyło. Nie było to też negatywne w swoim odczuciu, po prostu trochę odrealnione, bo nigdy wcześniej nad niczym w życiu nie pracowałem z takim zaangażowaniem wynikającym tylko i wyłącznie z osobistych pobudek.
Otrzymałem kolejną iterację prawdy o tym, że to nie cel podróży, a droga ma znaczenia. Zakończenie procesu produkcji nie zmieniło już w zasadzie nic. Nawet brzmieniowo wraz z ostatnim masterem nie otrzymałem niczego wielce różniącego się od niezliczonych wersji pośrednich, których musiałem już odsłuchać tysiące razy. Wręcz przeciwnie – kiedy już wszystko spoczęło w swoich ostatecznych wersjach szybko odechciało mi się słuchać tej płyty. Czy to świadczy źle o czymkolwiek? Absolutnie nie. W końcu każda płyta się osłucha, a ta dała mi w sumie więcej radości i ekscytacji niż jakakolwiek inna. Jeżeli chodzi o zmiany, to przekroczenie linii mety nie zmieniło nic względem stanu sprzed ostatniego ku temu kroku, ale na pewno zmieniło się wszystko od czasów, kiedy nakreśliłem pierwszy wers do “Zapraszam do doktora”. Symbolem tej kształtującej się na przestrzeni wielu lat tożsamości stał się właśnie ten zbiór 15 utworów, który jako talizman zawsze będzie dla mnie nasiąknięty głębokim znaczeniem i aby je doceniać nie muszę wcale stale wracać do ich odsłuchu. A fajerwerki i tak nadeszły.
Płyta musiała zaczekać z publikacją jeszcze całe dwa miesiące, a to dlatego, że jej faktycznym zwieńczeniem miał być wyjątkowy, jednorazowy koncert, podczas którego zamierzałem wykonać wszystkie kawałki jeden po drugim. Wyobraziłem to sobie jako swoisty rytuał przejścia, podczas którego sam jeden, bez hypemanów i instrumentarium, wypluję z siebie płuca przed widownią wykonując godzinę niezwykle gęstego i intensywnego materiału zawierającego esencję z mojej 30letniej egzystencji. Tym razem w uatrakcyjnieniu i podkreśleniu doświadczenia miała mi pomóc niezwykła oprawa wizualna autorstwa Agaty Kościołowskiej w analogowej technice liquid light. Na miejsce koncertu zostało wybrane kino Kameralne Cafe, gdzie pracujący tam dobry przyjaciel udostępnił mi w porozumieniu z szefem salkę. Idąc za ciosem podjąłem decyzję, aby z premierą płyty zaczekać przynajmniej do pierwszej próby, aby móc się przed nią przypomnieć na społecznościówkach jakimś promo wykorzystującym ten motyw wizualny, a także nagrać te wizualizacje jako ilustracje do kawałków z płyty na YT.
Czas tego ostatniego nakładu pracy minął błyskawicznie. 10.02.2022 Tymos Theos LP zawitało na streamingach, a 18.03.2022 wystąpiłem na swoim najważniejszym jak dotąd koncercie.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
