W Pewnym Sensie

Tymos Theos Epilogus

  1. Lemniskata Band i Spokój po raz drugi. 

Na szczęście świadomość własnych ograniczeń, wśród których uformowała się treść pierwszej płyty zmobilizowała mnie także do intensywnych poszukiwań sposobów urozmaicenia jej prezencji na koncertach. Jeśli chodzi o muzyczne preferencje, to wywodzę się z rockowych klimatów bardziej niż hip-hopowych i zawsze byłem zdania, że żywe instrumenty na scenie niosą za sobą niesamowity ładunek organicznej energii, którą ciężko czymś zastąpić (teraz wiem, że też się da). Naturalnym marzeniem było więc wystąpienie na żywo w rockowym anturażu. Jakiekolwiek próby tworzenia faktycznego rocka wciąż znajdują się daleko poza zasięgiem moich umiejętności, ale proste przearanżowanie moich już istniejących kompozycji na rockowe instrumentarium łechtało wyobraźnię. Dzięki coraz bujniejszym koneksjom w trójmiejskich środowiskach artystycznych udało mi się poznać grupę wspaniałych osób, które na tyle dobrze ogarniały instrumenty, że było to w zasięgu możliwości, a jednocześnie grały na tyle amatorsko (może poza Kajetanem ze wspomnianych już Kwiatów), że w ogóle chciało im się angażować w taki prosty projekt. W ten sposób powstała Lemniskata Band – projekt, który do masy spraw związanych z produkcją właściwej płyty dodał jeszcze drugie tyle związane z prowadzeniem pełnego zespołu – oczywiście po raz pierwszy w życiu.  

Pierwszorzędnym celem był ponownie najlepszy festiwal na świecie, czyli Spokój, tym razem już trzecia edycja. Konkretna data, do której ustanowiłem sobie deadline premiery płyty z równoczesnym ogarnięciem instrumentalnych aranży do większości jej zawartości. Jak można się domyśleć praktyczne podwojenie ilości pracy zaowocowało kolejnym przesunięciem terminu premiery, ale Spokoju przesunąć nie mogliśmy. Udało nam się przearanżować na instrumentalne wersje 5 utworów, co i tak postrzegam za ogromny sukces. Było to dla mnie autentycznie satysfakcjonujące, jeśli chodzi o wartość muzyczną – naprawdę podobały mi się te wersje, a nawijanie z żywym zespołem to bezcenne doświadczenie, o którym kiedyś nawet głupio by mi było marzyć. A tu proszę, 14 sierpnia przeżyłem sobie prawdziwe rock star experience machając łbem i drąc się ze wszystkich sił do dźwięku żywych gitar, basu i bębnów jak moi gimnazjalni idole. Kac po tym wydarzeniu też mnie dopadł, chociaż już nieco bardziej skomplikowanej natury niż tylko w kwestiach artystycznych. Na fali sukcesu i adrenaliny zbyt mocno wziąłem sobie do serca drugi człon słynnej rock&rollowej sentencji, co musiałem przypłacić długą regeneracją i znacznym przewartościowaniem w niektórych sferach mojego życia. Ale to temat na inną opowieść. 

A co z Lemniskatą? Po Spokoju nie chciałem już męczyć chłopaków kolejnymi aranżami moich rapowych kawałków, więc potraktowaliśmy ten koncert jako jednorazowy projekt. Podjęliśmy jednak próbę pociągnięcia tematu i zrobienia razem czegoś zupełnie nowego, jeszcze dalej odchodzącego od tradycyjnego rapu. Miałem na to wizję i nawet dosyć konkretny koncept, powstał też bardzo dobry tekst, który na pewno w końcu doczeka się realizacji w tej czy innej formie, ale tutaj już zabrakło doświadczenia i muzycznej edukacji. Nie udało mi się w sprawny i przejrzysty sposób poprowadzić zespołu w stronę, którą sobie wyobrażałem, zbyt niski był też poziom umiejętności wokalnych, aby przekonująco pociągnąć resztę swoim wykonaniem. Po kilkunastu próbach kolejne osoby traciły zaangażowanie, nie rodziło się nic konkretnego, aż w końcu w pewnym zagubieniu projekt umarł śmiercią naturalną. Szkoda, ale w pełni rozumiałem taki obrót rzeczy, a nawet odczułem pewną ulgę. W końcu faktyczna płyta dalej nie pozostawała wydana, a próby prowadzenia zespołu zabierały sporo energii i dokładały stresu. Myślę, że na pewno wrócę kiedyś do konceptu Lemniskaty, a do tego momentu będę rozwijał swoje muzyczne zdolności na bezpieczniejszych, DAWowych wodach syntetycznej kompozycji. 

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8


Opublikowano

w

,

przez

Tagi: