Po pierwszej części testu rzeczywistości zazwyczaj jesteśmy już prawie przekonani, co do charakteru otaczającej nas sceny, ale istnieje jeszcze część druga, która stanowi swoistą kropkę nad „i” oraz nie pozostawia miejsca na żadne wątpliwości. Dzieje się tak dlatego, że opiera się ona na fizjologii naszego ciała, a więc nie ulega złudzeniom. Po wzbudzeniu świadomości poprzez obserwację własnych dłoni należy zacisnąć palce na dziurkach od nosa i spróbować wciągnąć nimi powietrze. Jeżeli śnimy, oddech nie sprawi nam żadnych problemów. Dzieje się tak dlatego, ponieważ w trakcie snu nasze fizyczne ciało jest poddane naturalnemu, fizjologicznemu paraliżowi, które stanowi zabezpieczenie przed lunatykowaniem. Śniąc o tym, że zatykamy nos, w fizycznej rzeczywistości tak naprawdę tego nie robimy. Nos jest wolny od zacisku i jeżeli akurat nie cierpimy na straszny katar, powietrze bez przeszkód wypełni nasze płuca. Więcej dowodów już nie będziemy potrzebować, wynik jest zawsze jasny i oczywisty.
Sama wiedza o tym, jak wykonać test rzeczywistości może nam jednak nie wystarczyć, jeżeli nie podejmiemy się odpowiedniego treningu jeszcze w świecie materialnym. Potrzebujemy wykształcić w sobie nawyk reagowania na specyficzne bodźce wykonaniem testu rzeczywistości. Znów przydaje się sennik. Za jego pomocą możemy wyśledzić wzorce powtarzające się w naszych snach, zacząć ich wypatrywać po przebudzeniu i stopniowo uwrażliwiać się na nie.
Sam dostrzegłem powtarzający się w moich snach motyw pięknych budynków. Nigdy nie interesowałem się świadomie architekturą, ale w wyśnionych krajobrazach często napotykałem się na majestatyczne świątynie, pięknie wykończone kamienice, olbrzymie ratusze, czy strzeliste wieże i zawsze reagowałem na nie z zachwytem. Po uświadomieniu tego wzorca postanowiłem wykorzystać go do treningu testu rzeczywistości i za każdym razem, kiedy mijam jakikolwiek ładny budynek, wyciągam przed siebie dłonie, liczę palce, zadaję pytanie „czy ja śnię?”, zatykam nos i próbuję nim wciągnąć powietrze.
W ten sposób wykształcam standardowy sposób reagowania na konkretny widok i zwiększam prawdopodobieństwo, że gdy kolejnym razem przyśni mi się piękny kościół, to, nawet będąc w pełni przekonanym o jego materialnej naturze, odruchowo wykonam test rzeczywistości i niespodziewanie wejdę w stan świadomego śnienia. Trening ten przyniósł ze sobą jeszcze jedną, interesującą korzyść – na jawie stałem się bardziej uważnym i świadomym obserwatorem pięknych budowli i zabytków. Dzięki wyczuleniu w tym kierunku moje spacery uliczkami Wrzeszcza znacząco wzbogaciły się w pozytywną treść płynącą z podziwiania architektonicznych ciekawostek, które autentycznie robią na mnie wrażenie.
<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
Test rzeczywistości
przez
Tagi:
