W Pewnym Sensie

Potęga świadomości

Przecisnąłem się na drugą stronę i znalazłem się na strychu zalanym ciepłym, słonecznym blaskiem, wlewającym się przez okna mimo panującej jeszcze przed chwilą nocy. Był to strych mieszkania moich rodziców – nowy, czysty i przestronny. Był także zupełnie pusty i surowy, jakby w stanie zaraz po przeprowadzce, na co wskazywały leżące tu i ówdzie resztki jakichś materiałów budowlanych, których remontowy zapach wypełniał przestrzeń. Wyjrzałem za okno i okazało się, że strych jest na parterze, więc zeskoczyłem miękko na ziemię metr niżej. Powitał mnie wiejski, przyjemny pejzaż. Dookoła rozciągały się zielone pola i sady szumiące w wilgotnym, ciepłym powietrzu pod bezchmurnym niebem. W zasięgu wzroku stało też kilka drewnianych chat pokrytych strzechą. Stwierdziłem, że skoro mój umysł postawił mi tak wyraźne bariery przy próbie opuszczenia ojczystej planety, nie ma sensu dalej tego próbować.

Mój wysoki poziom świadomości ciągle jednak domagał się osiągnięć, więc postanowiłem wziąć na warsztat inną misję wymyśloną kiedyś na potrzeby świadomego snu – uważną rozmowę z napotkaną postacią. Niezmiernie interesujące wydawało mi się to, że śniąc niejednokrotnie prowadzę z najróżniejszymi osobami długie rozmowy, w których wymiana zdań wydaje się być w pełni spontaniczna, dynamiczna i nieprzewidywalna. Sęk w tym, że, logicznie rzecz ujmując, moi interlokutorzy powinni być w całości wytworami mojej podświadomości, więc rozmawiam w ten sposób sam ze sobą, nie wiedząc, co zaraz sobie odpowiem. Mając tego świadomość zapragnąłem wypytać siebie o parę ważnych spraw. 

Nikogo w okolicy nie zauważyłem, więc postanowiłem wybrać się do najbliższej chaty w nadziei, że spotkam tam mieszkańców. W rzeczy samej! Chata była pustawa, ale zamieszkana i to nie przez byle kogo, bowiem zastałem tam samego Toma Cruise w towarzystwie pięknej kobiety stojącej przy zlewie. Nie miałem w głowie żadnego błyskotliwego pomysłu na rozpoczęcie takiej konwersacji, a w dodatku czułem presję uciekającego czasu, w końcu sen trwał już dość długo, więc zapytałem z grubej rury – „Jaki jest sens życia?”. „Rozbierz mnie!” – rzuciła równie dosadnie w odpowiedzi towarzyszka Toma, który tylko milczał, uśmiechając się głupkowato. Zaperzyłem się trochę w oburzeniu na tak płytkie potraktowanie sprawy (choć tkwiło w tym na pewno trochę prawdy) i to jeszcze w formie niemoralnej propozycji, której przyjęcie na pewno zaburzyłoby przejrzystość świadomości i kontrolę nad światem przedstawionym (bo tak zazwyczaj się działo w podobnych przypadkach).  

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>

Strony: 1 2 3 4 5


Opublikowano

w

,

przez