
Późnym wieczorem wyszedłem z rodzicami do pubu – elbląskiej Krypty, tylko po to, aby dowiedzieć się, że ktoś wykupił ten lokal i w nim zamieszkał. Próbując się tam dostać niestety zbudziliśmy nowych lokatorów. Otworzyła nam szczupła blondynka w średnim wieku i przywitała nas ze zrozumieniem. Najwyraźniej od czasu do czasu trafiają się nocni wędrowcy niezauważający informacji, o zmianie lokalizacji dawnego pubu. Chwilę powymienialiśmy uprzejmości i już zabieraliśmy się do wyjścia, kiedy moją uwagę zwrócił kot, który zaciekawiony wyszedł z głębi Krypty, aby przyjrzeć się nocnemu zajściu. Nigdy w życiu nie widziałem jeszcze takiego kota. Po pierwsze był naprawdę duży, rozmiarami musiał dorównywać psom większych ras jak na przykład labrador, albo owczarek. Nie miał żadnej sierści, a jego skóra do złudzenia przypominała ludzką. Tylne łapy były typowo kocie, ale przednich miał trzy pary, a każda zakończona była ludzką dłonią. Wydłużony pysk spoglądał na nas ludzkimi oczami o bardzo inteligentnym wyrazie. Dziwne zwierzę było również ozdobione niebieskimi i złotymi ornamentami w bardzo orientalnym stylu. Był to widok, który na długo zapadł mi w pamięci.
Wiele dni później w moim domu padł pomysł zakupu psa obronnego. Było to podyktowane dziwną sytuacją – mama wyjrzała pewnej nocy przez okno i zobaczyła w ogrodzie skrytą w mroku postać, która wyraźnie obserwowała nasz dom. Przestraszyło ją to nie na żarty. Jako że zawsze było mi bliżej do kotów, zaproponowałem, abyśmy lepiej sprawili sobie takiego dużego kota, jak ten, którego kiedyś widzieliśmy w Krypcie. Niewątpliwie jego fizjonomia odstraszy każdego potencjalnego włamywacza. Wybrałem się więc tam ponownie, aby zapytać o rasę, ale komunikacja z właścicielką mieszkania okazała się być bardzo utrudniona. Kobieta ta była wyraźnie w bardzo złym stanie psychicznym – cała roztrzęsiona o przekrwionych i podkrążonych oczach, histeryczna. Bełkotała bezsensowne słowa, a kiedy wspomniałem o kocie krzyknęła z przerażeniem. Zaproponowałem, że może mi go odda, skoro nie czuje się najlepiej i być może ma trudności, aby w takim stanie odpowiednio zadbać o jego potrzeby. Tak też się stało i do swojego domu wróciłem już z nowo zaadoptowanym pupilem.
Na początku wszystko układało się w porządku, ale od pewnego momentu zaczęły się dziać dziwne rzeczy, a atmosfera w domu powoli stała się niepokojąca. Kot zaczął się izolować od reszty domowników. Wybierał puste pokoje i reagował agresją na każdego, kto chciał się do niego zbliżyć. Moja mama mówiła, że to przez dwa małe kociaki, które pojawiły się w domu. Nie bardzo wiedziałem, o czym mówi, bo przecież nasze zwierzątko nie było nigdy ciężarne. Kiedy dopytywałem, nie potrafiła udzielić mi sensownej odpowiedzi, a w dodatku zauważyłem, że przejawia pewne oznaki zdenerwowania, wyczerpania i poplątania. Aż ze strachem przypomniał mi się stan poprzedniej właścicielki kota, kiedy go od niej zabierałem. Niedługo później usłyszałem dobiegającą skądś rozmowę. Nie rozumiałem poszczególnych słów, ale poznałem głos mojej mamy. Drugi nie był znajomy – wysoki i zimny, który nagle wybuchnął głośnym, okrutnym śmiechem. Mama jak oparzona wyskoczyła z pokoju obok i zdążyłem tylko zobaczyć, że jest cała zapłakana, zanim pobiegła w drugą stronę. Zaniepokojony zajrzałem do pokoju, w którym musiała odbywać się usłyszana rozmowa. Leżał tam mój kot, który natychmiast zmierzył mnie pełnym pogardy spojrzeniem. Obok niego zaś biegały trzy małe, łyse i pomarszczone istotki. Wysoki, donośny głos płynący z jego ust stanowczo kazał mi wypierdalać.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
