Opisując to wszystko zdaję sobie sprawę, że żaden pierwiastek mistyczny, czy globalna świadomość nie są tak naprawdę konieczne do utrzymania tego światopoglądu w wewnętrznej spójności i logice. Nieświadomy wszechświat również się „narodził” i „umrze”, również powstało w nim życie, które być może nie wymagało żadnej „bożej iskry”, czy świadomego zamiaru, a człowiek tak czy inaczej w dalszym ciągu pozostaje jego świadomą częścią, nawet jeśli ta świadomość ogranicza się tylko do niego. I jeżeli jakimś cudem cywilizacja istot rozumnych będzie w stanie przetrwać i rozwijać się poprzez kolejne, niezliczone eony, również będzie musiała stanąć w obliczu ostatecznego zagrożenia wynikającego z galopującej inflacji czasoprzestrzeni i gasnących gwiazd.
Po co więc szukać w tym wszystkim Boga? Cóż, wydaje mi się, że w moim przypadku, to po prostu kwestia gustu i jakiejś wewnętrznej potrzeby świętości w życiu. Prawdziwa natura rzeczywistości jest, przynajmniej w tym momencie, nieweryfikowalna, a co za tym idzie pozostawia wielkie pole do swobodnej interpretacji. Intuicja podpowiada mi, że moja świadomość nie jest izolowanym efektem biologicznej inżynierii organizmu, a na odwrót – mój organizm jest efektem świadomości pragnącej wyodrębnić się w jakimś konkretnym celu. W ten sposób zyskuję połączenie z Wszechświatem nie tylko na poziomie materii, ale także na poziomie ducha. Pozwala mi mieć nadzieję na to, że gdy moja materia ulegnie rozkładowi, to duch dalej będzie miał dostęp do przestrzeni, w której może funkcjonować. Ale nawet jeszcze w trakcie trwania biologicznego życia otwiera to furtkę możliwości niematerialnego, ale rzeczywistego wpływu na otoczenie za pośrednictwem samej świadomości. Moim ulubionym tego przykładem (bo też jedynym jakiego udało mi się doświadczyć), jest prawo przyciągania i zjawisko synchroniczności w życiu – zbiegów okoliczności tak dopasowanych do sytuacji, że zachodzi wątpliwość w ich przypadkowość. Nie raz wszystko w moim życiu układało się w tak niesamowity sposób, że na usta cisnęło się słowo „magia”, a interpretacja tych wydarzeń w ramy dające mojej intencji bezpośredni wpływ, wywołuje motywację do dbania o czystość sumienia.
Ciekawiej żyje mi się w świecie, gdzie wymiar metafizyczny cechuje autentyczna prawdopodobność, nawet jeżeli ogranicza się to tylko do mojej własnej perspektywy. Na pewno nie jest to jakaś szczególnie głęboka filozofia, ale jak na razie działa i wzbogaca moje życie w świętość i magię, których potrzebowałem. Na pewno nie uważam tego za objawioną prawdę, a tylko za jakiś etap artystycznej narracji osobistego doświadczenia życiowego, który po prostu pasuje i przemawia do mnie, ale w każdej chwili może też ulec zmianie pod wpływem nowych informacji. Ostatecznie wierzę, że istnieje jakaś niezaprzeczalna, obiektywna prawda – faktyczny stan rzeczy, ale wierzę również, że nigdy nie będziemy mieć do niej bezpośredniego dostępu i możemy się tylko zbliżać w jej kierunku lub oddalać, a właściwy zwrot wskaże nam sumienie i poczucie autentycznego szczęścia. Reszta jest ciągłą zmianą.

KONIEC
