
Najpierw zmarzłem bardziej niż by to wynikało z temperatury otoczenia. Kapsuła była na swoim standardowym chodzie, w którym funkcjonowałem od lat. Zimno musiało pojawić się w moim ciele skądinąd. Spojrzałem na radar. Zielona kropka migotała gdzieś na skraju tarczy. Dystans dzielący mnie od niej skracał się nieprzerwanie od długiego czasu. W zasadzie nie byłoby błędnym stwierdzenie, że zbliżaliśmy się do siebie poprzez całe moje życie, a nawet każde poprzednie, czymkolwiek by one nie były. Teraz jednak znalazłem się naprawdę blisko i być może sama świadomość tej bliskości powodowała to wewnętrzne roztrzęsienie.
Nie będę się męczyć. Zakładam dodatkowy kombinezon, podnoszę temperaturę na pokładzie. Niech przynajmniej komfort fizyczny zostanie zachowany. Wszelka dystrakcja może być opłakana w skutkach.
Tak ciężko uwierzyć, że ten punkt na radarze faktycznie reprezentuje coś fizycznego, znajdującego się poza granicami kapsuły. A może wcale nie? W sumie nie mam żadnych narzędzi, za pomocą których mógłbym ostatecznie zweryfikować jego istnienie. W kapsule nie ma nawet żadnych okien, a zresztą nawet jakby były, to nie wiedziałbym na co patrzeć. Tylko ten radar, gdzie moja pozycja określana jest przez sam środek tarczy, a pozycja tego, do czego zmierzam – zielonym punktem na jej skraju. To ja się poruszam, czy punkt? Czym w ogóle jest ruch?
Nagle orientuję się, że jest zupełnie ciemno. Musiało wysiąść zasilanie, zgasło całe światło. Czy to jest w ogóle możliwe? Powinien tu przecież istnieć jakikolwiek rodzaj zapasu na wypadek awarii. A jednak tkwię zanurzony w zupełnych ciemnościach i nawet ciężko mi powiedzieć, kiedy to się właściwie stało. Jeśli jeszcze przed chwilą zastanawiałem się czym jest ruch, to teraz ta myśl stała się zupełnie bezpodstawna. Równie dobrze mógłbym zastanawiać się „czym jest?”, „co jest?”, „jak jest?”. Wraz ze światłem zniknął bowiem wszelki przedmiot mogący zostać poddany obróbce myśli. Pozostał tylko myślący podmiot – „Ja”, ale podskórnie czułem, że i on zostanie wkrótce wystawiony na ciężką próbę. Kim jestem w absolutnej ciemności? Kiedy zanika forma, tożsamość wylewa się jak zawartość rozbitego jajka.
Czuję, że moja istota ulega powoli wciąż narastającemu roztrzęsieniu, które teraz już jednak przestaje być kojarzone z zimnem. Coś we mnie rośnie, wibruje z coraz większą siłą wywierając nacisk i deformując moje powłoki, ale też przedzierając się na zewnątrz pod postacią nieuchwytnych błysków. Zaczynam się wylewać. I am starting to pour out. Estoy comenzando a derremar.
Wylewają się słowa we wszelkich zasłyszanych językach, pojęcia, znaczenia, cała zgromadzona wiedza. Są tutaj twarze. Nie widzę ich, ale zdecydowanie tu są. Nic nie widzę, bo nie mam oczu, ale jest tu wszystko wraz z oczami, nosem, ustami i ciałem rozrastającym się do nieskończoności. Nawet ono jest tylko pojęciem zerwanym ze smyczy. Już nie jest ciemno, ani cicho. Widzę jak strzępy mnie odrywają się ze swojego miejsca – ze mnie – i zaczynają zbiegać po szerokich orbitach, jak po lejku, w kierunku jakiegoś masywnego światła zaginającego czasoprzestrzeń gdzieś przede mną. Z każdą kolejną informacją odłączoną od mojej jaźni, a chłoniętą przez nowo powstałą gwiazdę, ta nabiera na sile, puchnie i rozjarza się dodatkowym blaskiem. Emituje również dźwięk i wiem, że są to słowa – wszystkie słowa wypowiadane naraz wieloma głosami, zlewające się w biały szum.
Początkowo jestem biernym obserwatorem tego przedziwnego zjawiska, ale wraz z jego narastającą intensywnością zaczynam odczuwać wątpliwości. Skala zaczyna mnie przytłaczać. Co się właściwie dzieje i dlaczego? Te pytania dudnią przez chwilę gdzieś za mną, ale nie ma już nikogo, kto mógłby na nie odpowiedzieć, więc odrywają się od swojego źródła, aby spłynąć do swojego źródła, czyniąc je jeszcze potężniejszym. Czy ja umieram? Nawet z tej konstrukcji zostaję błyskawicznie obdarty, a na jej miejscu wykwita czysty, bezforemny strach. Tak niewiele mnie już zostało.
Przyspieszam na orbicie, zaczynam krążyć z coraz większą prędkością dookoła świetlistego olbrzyma. Wszystko się kręci, jest tak bardzo gorąco. Niedobrze. Źle.

<CIĄG DALSZY NA KOLEJNEJ STRONIE>
